jak budził lipcowy się brzask,
gdy byłaś tuż obok, koło mnie,
a w oczach błękit i blask.
Wyrzeknij się wtedy mnie proszę,
lecz wśród muzyki i świec,
w ogrodzie jabłonie niech rosną,
niech mgła je otuli i śnieg.
Jeśli bym kiedyś zapomniał,
muśnięcie dłoni i warg,
melodię dawno niemodną,
i płomyk tańczący i żar.
Wyrzeknij się wtedy mnie cicho,
lecz w ciepłym deszczu i bzach,
i nim polne kwiaty rozkwitną,
to pozwól bym tulił cię w snach.

















