przytuleni do poduszki śpią.
Wczorajsze pozory spływają
woskiem sklejając
pergaminowe powieki.
Retoryczne pytania opadają na ściśnięte
usta- brak odpowiedzi
jest odpowiedzią o przyczynę.
Tylko stearynowe krople uderzając
o posadzkę przerywają ciszę .
Pełgające światło odbija się
złotą nitką po marmurze twarzy,
jest jak odrobina ciepła
w lodowej czasoprzestrzeni-
zastygłym płatku powietrza.
Śmiertelna cisza obelgą
dla zostawionych pragnień
w dziale rzeczy zagubionych
wśród bieli kredowych ścian,
gdzie bezsilność jest ostatecznością.


























