Nad leśną krainą mrok zapadł.
Świat, niedostrzegalny za dnia ukazał się jego oczom. Przecierając je ze zdumienia ruszył przed siebie.
Jakby jakaś siła prowadziła go ku bezkresnej ciemności. Gdzieś w otchłani dostrzegł promyk światła.
Wydawać by się mogło że to zabłąkany świetlik daremnie szuka swego stada, Lecz nie.
To ona, jak co noc czekała na jego przybycie.
Oto zza gałęzi wyłoniła się opromieniona, o cerze jasnej jak blask słońca odbijający się w tafli jeziora które przed godziną mijał.
To Zenebia – pomyślał - to Leśna Wróżka mówiąca do mnie we śnie każdej nocy.
Twarz mu pojaśniała a serce potrójnym rytmem zabiło

















