jak zwykle wszystkie cukierki
znikną zanim się pojawię
a krzywy czub choinki znów się pochyli
nad ciężarem swojego kiczu
zatłuszczę nieco bez przekonania
czytane wersety
bo nie oblizuję palców
po ostentacyjnie podjadanej pieczeni
a potem
będzie już wreszcie można odkręcić wódkę
spośród prezentów tylko ona wyda mi się na miejscu
i będzie tak samo trafiona jak ja
nadstawię swoje ucho od śledzia
i będę nasłuchiwać czy czasem
jakieś ciele lub osioł
nie spuentowało nareszcie sensownie
tych rozmów przy korycie
jakoś przeżuję tę szopkę
tylko że tym razem
to ja z radością i szczerym uśmiechem
wypatroszę tego cholernego karpia




















