upada poniżej poziomu morza
czytam Borowskiego lub Tetmajera
słucham co mówi do mnie Norwid
lecz prawdziwą poezją
są zmienne pory roku
na wiosnę zielone łąki
to taniec zakochanych
brzemienne łono matki
kłamią że miłość jest silniejsza
od śmierci widziałem białe kły
nienarodzone sumienia wołają
skrobane jak szron w ciemnościach
suchy płacz i niemy krzyk
maleńkich dłoni które niewinnie
spoczęły pod sercem matki
nie obetrą łez nie otworzą ust























