czego na dany moment potrzebuję
wciąż potężne molochy rwą nogawkę człowieka
jak skarłowaciałe psy
na złotych tacach
podaje mi się moje własne potrzeby
czy to z wyboru wpierdalam jak dzika
czy z zazdrości o okrawki
zrzucone ukradkiem ze stołu
rozświetlonego światłem zapalonych neonów
oto jest ciało moje człowiecze
wydane sloganem na ulice nowego yorku
karmię je tynami
kofeiną nikotyną tym podobnymi
wiecznie niesyta
przy założeniu że posiadam wszelkie
zdolności kognitywne
nie rozumiem podstawowych symboli
które zmyślone nic w sobie nie niosą
przeżuwam swoje dni pod znakiem
logo marki i sloganu
które określają w zupełności czego chcę
kiedy to co chcę nie jest tym
co zdaję mi się nawet do pewnego stopnia
zrozumiałe
słowo chcieć zatraca sens
a okradają nas z naszych słów
na każdym z kroków
komercyjny sukces
wielkiego kosmicznego sekretu stwierdza
trzeba nauczyć się jasno określać
czego chcę
by się ziściło
powiem nieśmiało
najpierw to czego nie chcę
czego po prostu nie potrzebuję
dla siebie samej
chciałam kiedyś wierzyć w swoje marzenia
teraz wierzę w podwójną złotą arkadę
na każdym skwerze
wierzę bo widzę
M




















