czworo nas zostało, nie wiedzieliśmy czy zdołamy przeżyć.
Mrok zacisnął swe szpony na naszych gardłach,
a twarz jego ohydna odbijała się na zwierciadłach,
miecz wyciągnąłem, po piersiach ciąłem,
runął na kamienie,
a z oddali zabrzmiało straszliwe bębnienie.
Rycerz w swej chwale zerwał zasłonę,
oto Armia Upadłych kroczyła w naszą stronę,
Strach uczynił nas bezsilnymi,
lecz my byliśmy wojownikami brutalnymi,
w chaosu wir się rzuciliśmy,
gdy nagle śpiew ptaków usłyszeliśmy,
światło błysnęło, ziemia pękła,
klinga w mych dłoniach łagodnie brzękła,
świat zalała siła nieznana,
i złość nasza została okiełznana.

















