Tu autostrada się rozchodzi Znika w nicości zachodu Lecz jeśli zwolnić i być może zjeść coś na poboczu Za horyzontem nieco z tyłu pojawi się Słońce Ten sam co kiedyś żar upalnego lata
Utwory
Czasy kiedy łzy zmiękczały ziemię odeszły Światło żarówek przestało przeszkadzać jedyne co mam, to ta garść połączeń bezprzewodowych
Mówią prześpij to Rano zobaczysz na nowo Więc zasypiam usypiam śnię I faktycznie bez znika z nadziei
wczoraj ukradkiem popatrzyłem w gwiazdy było w nich to czego zawsze szukałem nie warto
wróżko obietnico mądrości ty która czekasz cierpliwie mimo wzniosłych zrywów diet botoksów fitnessów i kasz jaglanych czekasz aż przyjdę przepraszam przepraszam nie będę obecny nie zamelduje się nie stanę w twe...
Życie skończyło się wczoraj a dzisiaj nieoczekiwanie, znów się zacznie, farsa, fasada bóg wie co jeszcze Nieustanny dramat, wypełniony tym Co na stole, na sobie, w lodówce, A co z głową – czy ona ma tu jakieś znaczenie...
Ostrożnie wyskubuję go obrzeżkami palców i ukręcam w małe kulki. Kładę obok, tak żeby myślał że jest po staremu, zmieniam kolejność, duże kładę obok małych, a później ukradkiem upuszczam ze stołu i wgniatam w ziemię. Nie wiem...
na poboczu odejście kolejne samochody w lewo w prawo zwalniają coś jakby sensacja smutek, nostalgia, historia najbliższych trzech kilometrów tymczasem ona w końcu ze spokojem przygląda się człowiekowi bo po raz Pierw...
stoję wśród wypalonych łąk tych czarnych i tych pożółkłych ocalałych
6 miliardów albo 3, są tacy że lubią policzyć Jaka to różnica Spędza czas na grywaniu w człowieka
Jadę wypocząć naładować akumulatory Zrzucić nadmiar w afrykańskim sposobie palenia tytoniu bez filtra