Niespójny mrok Nieprzypadkowych zdarzeń Zakręt - Ty Przenikliwy wzrok Dotykiem przeszywający Promienny uśmiech Zrządził równowagę Zakręt - My
Utwory
Poranne symptomy dobę kreśliły niespójna radość otarte oczy przyozdobione wolnością nieoczekiwany smutek szlochem dopełniony zwiastował markotny dzień przestawiam zegar oszukujac siebie
Gdybym tylko potrafił ... zabrałbym Cię w otchłań morza Gdybym tylko potrafił ... chwile nad jeziorem niezmarnowane Gdybym tylko potrafił ... prądy rzeczne ujarzmiłbym Gdybym tylko potrafił ... po brzeg strachem wypełnioną...
Interpretowana melodia przeszłości wchłania skończone dni ofiarując wspomnienia goniąc marzenia spoglądające z przyszłości i tak od lat przemierzam......
niepewnie stawiamy stopy na piasku życia raczkując, walczymy z upływającym czasem drganie serca ogrzewa nie tylko w chłodny poranek…. razem…..
rozmyty tusz przelewa życie na kolejne kartki pamiętnika wspomnień zagięte rogi wyznaczają kres marzenia spisane na okładce oczekują....
myślałem, że to motyle delikatnie muskają mnie od środka próbując się wydostać zaczerpnięta pięćdziesiątka podrywała do lotu niewyczerpane przeszywały zmuszając do refleksji postanowiłem odejść
grudniowy poranek inny nieprzewidywalny impuls niewypowiedziany symptomy zimy nieistniejące stopione rozgrzewające pocałunek przenikliwy szalony niespodziewany granica... uwięzione myśli pomiędzy dwoma półkulami...
otulona orzechowym cappuccino przepełniona ciepłym uśmiechem tłumionym pod pierzyną łez zatrzymała chwile w kielichu wspomnień czerpiąc zagmatwane myśli z kolejnym łykiem dnia odliczała czas w zaufaniu oczekując .......
zaczynam odliczać czas co chwilę odwracam się spoglądając na zmarnowane sekundy życia minuty do sześćdziesięciu sekund godziny do sześćdziesięciu minut szufladkując każdy moment trwam w tym obłędzie kreując rzeczywistość...
skoncentrowany kroczę po kładce egzystencji mijając kolejne kłódki miłości nie szukam tam siebie wiatr przemijania stał się towarzyszem przyglądam się z daleka zdekoncentrowany
zaangażowanie plonów zebranie czasu odpoczynek jutra oczekiwanie zasłużony chwila aby wszystko poukładać
trzymając za ręce wolność nie mając granic zdrowego rozsądku działamy na zlecenie życia manifestując niespełnioną wobraźnię
Zaparkowałem samochód na bezdrożu od lat czeka na szanse powrotu trasę znowu wyznaczy zrządzenie losu uśmiech Twój zostanie drogowskazem niekończąca się endorfina wypełni bak wyruszymy... gdy kiedyś nie będę sam
uciec w świat fantazji, rozmarzonym, nieobecnym być przetrwać kolejne fazy snu z garścią marzeń spodziewając się strażnika czasu - swoją melodią wzywa do powrotu zwanego dalej życiem
Kolejne wspomnienia oblewają dno pokalu skruszony lód niemający wyrazu dryfuje w obłędzie marzeń dodany kwas jest dla mnie niczym nie jest w stanie zabić smaku goryczy ostatni łyk
odsłonięte okno wpuszcza popołudniowe promienie słońca skupiają się gdzieś w jednym punkcie rozjaśniając wszechobecny mrok cisze zawieszoną między sześcioma prostokątami przerywa co chwile nierówny oddech człowieka zamknięt...
Pożegnania nastanie czas Dwa miesiące nie będzie nas Obok siebie Przyjdzie tęsknota i smutek Za dniami i chwilami Za słowami i gestami Za wszystkim tym, co nas łączyło I gdy w samotności wspomnimy siebie Poczujem...
wspólna droga wspólne marzenia i wspomnienia sny pełne nas wszystko to tworzy nasz świat świat pełen barw gdzie wiosna i lato trwają cały czas gdzie nie ma juz smutku i łez bo ból kojony jest Razem przetrwam...