z nicości mdłości krok w tył i dwa w przód zgubiłam siebię rozpadłam cofam sie by znaleźć zbieram kawałki samej siebie jak puzzle na nowo układam podnoszę co zostało fragmenty mnie w innych a jednak ktoś pamiętał nie w...
Utwory
umieram. z gracją i uśmiechem powoli odchodzę. liście w łazience jesienny dywan? umieram patrząc w góry nieskończoność w gwiazdy spadają a ja z nimi po cichu szepczę życzenie spełni się nim utonę? wydech ciepłości nico...
a jeśli co wtedy czy na zawsze? jak bardzo boleć będzie koniec po takim początku jakim? nie było go jeszcze dym ucieka miesza się z parą a myśli w głowie co dalej co wcześniej co najpierw? niebo dziś sine
zbiegi zdarzeń wydarzeń z czynami myśli ja pytam choć siebie samą odpowiadasz choć nie słyszałeś skąd wiedziałeś? zbiegły się w praniu okoliczności zacieśniły ściegi myśli czy tam u Ciebie daleko też niebo nagle bliżej...
z ości na kości a w miłości? z kaw dwóch na jedną z bliskości w wina ciepłość w przełyku i koca dotyk czuły gdzie druga kawa?
moje demony jak igła z nitką haftują we mnie nowe wzory jak w sieci zaplątana omotana oddycham kolorami nowych ściegów
czekam sprawdzam echo. łyk kawy może teraz? ... czemu czasem cisza tak głośno krzyczy.
szum wokół słów tyle i dźwięków martwe liście żyją kolorami co w środku? słucham bicie serca to moje? więc żyję a może jedynie oddycham?
wspomnienia lepkielekkie łatwo zrzucisz przegonisz zaraz przykleją się gdzie indziej jak feliny z niekończącymi się życiami bez końca do końca
za czasu kropli kilka za okiem mrugnięć pięć wdech zielona sukienka. i szampan a potem śmiechy uśmiechy czułości jak w piwnicy drzewo prawdziwe i wydech.
bezkształtne kształty szklane wszędzie przezroczystość rozlazła się wokół wielkie oczy niebowe patrzą na mnie cisza przezzębnie syczę wyjdź niebowość szklane chmury spowijają mamo.. dobrze szybko na kolanach ścigam się z...
nibynic nibydobrze czerwoność wina w kieliszka kształcie nibyuśmiech i spokój a jednak pod maską burza szczęśliwość powinna mnie ogarniać uśmieszność śmieszność tygodni trzy. a potem?
poznać się nie było kiedy czasu brakło i narządów kilku byłeś czy byłaś może chwilowo i bezgłośnie do anioła ci było imidżowo daleko ot takie małe i krwi trochę a jednak.
po krótkim długim na mało wielkich stopach spacerze pomlecznie przez park czy wiesz jak długo można iść jeden w przód krok? mrugniesz okiem a godzina jedna jest i nie ma i żółte śliwki z kałuży.
przeszłość swoją spotkałam z przyszłością niedoszłą szła drugą stroną jak kiedyś blada i ruda, szła niby ona nie ona a ja nic.