Przejdź do treści

Poranek nad Soliną

Świat
Wyspo mych snów, koszmarów wiecznych wołasz zamglonym horyzontem. Wyciągasz rękę z tak dalekich stron swych układasz myśli w marzeń głębi wątek nie poskromionych żądzy stawiasz nowe tory. Przemowa wiatru w tak puchowym lśnieniu baśni jest mlecznym matki kołysaniem. Gdy więc podchodzi słońca się wzbraniając I lekko sunie z falą piosenkę nucąc, rozbawia, kusi czysto krople młócąc niby rusałka stu wybranych gwiazdek na swym kochanku całą noc skupiona rozmywa nagle, gdzieś w dali odchodząc patrzy w ostatnie odbicie zmącone. żegna go płaczem rankiem powitana twarz zasłaniając szalem bramy niebios. Do następnego zmierzchu czeka nań z miłością Co dzień gdzie indziej lecz ciągle pamięta to miejsce gdzie razem na zawsze spoczną to miejsce gdzie u stóp on zawsze klęka.
54 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

6 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie