Przejdź do treści

życiobraniem

szkice na oknie z punktem odniesienia do pociągu jadę na dwa przeklinam drogę serca o pięknych wylewach krwi do mózgu łapiąc ostatnie prawdziwe promienie zimą dla początkujących na śmietniku życia był czas że coś we mnie drgnęło jeden z wątków naszego świata podróż na niby na cztery nuty fortepianu próbowałem rozpisać cię wierszem milczysz gatunkowo klasyczny nie rozumiałem jak bardzo smakujesz od środka brak potrzeby lotu był tak wielki że każda podróż do głębin na granicy szczęścia waliła w tynki wracam po literkach iluminacją słów czystość idzie do nieba listy a mówiłaś że nie umiem kochać na pustych niebach owoce słońc kreśliły równoleżniki znałem jedynie kolor betonu w czterech ścianach z braku okien nagle spadł deszcz drut kolczasty pordzewiał jak noc poślubna od pewnego momentu jeszcze jeden niewysłany spójrz tam na szybie malują swoje pragnienia mówiłaś proszę nie dotykaj bezlistny uciekłem zmrużywszy oczy wierząc w przepowiednie o końcu świata nie dokończyłem części tego wątku zgasłem u progu latarni za rogiem szans zbudziłaś mnie kropelką rosy chwiejnym szeptem niepewnie znów zapukałem do drzwi byłaś mokra prostota jest taka skomplikowana to nie deszcz pada
55 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie