Ballada rolnicza na dzień zasiewów
Czarna Ziemi, co skropiona potem z ludzkich skroni,
Owoc rodzisz,
Żyzne lico nadstawiając radłom karych koni,
Ciebie dzisiaj niemym gestem pytają me dłonie:
Czy się zgodzisz?
Przyjąć ziarno - brzemię złote, i w matczynym łonie
Tchnąć w nie życie, skryć je czule pod darni osnową?
Czy się zgodzisz?
Matką być wschodzącym kłosom? Matką, nigdy wdową
Przez rolnika opuszczoną, pełną dzikich ptaków,
Która chodzi
Przepasana smętnym kirem chabrów oraz maków.
Ręce moje wzbronią wiosną ptactwu dokazywać,
Chwastom wschodzić,
Będą czarne Twe warkocze w skiby rozczesywać.
One latem, niosąc wodę z leśnego ruczaju
Będą prosić
Byś się stała, jak co roku, matką urodzaju.
Owoc rodzisz,
Żyzne lico nadstawiając radłom karych koni,
Ciebie dzisiaj niemym gestem pytają me dłonie:
Czy się zgodzisz?
Przyjąć ziarno - brzemię złote, i w matczynym łonie
Tchnąć w nie życie, skryć je czule pod darni osnową?
Czy się zgodzisz?
Matką być wschodzącym kłosom? Matką, nigdy wdową
Przez rolnika opuszczoną, pełną dzikich ptaków,
Która chodzi
Przepasana smętnym kirem chabrów oraz maków.
Ręce moje wzbronią wiosną ptactwu dokazywać,
Chwastom wschodzić,
Będą czarne Twe warkocze w skiby rozczesywać.
One latem, niosąc wodę z leśnego ruczaju
Będą prosić
Byś się stała, jak co roku, matką urodzaju.
0
0
4 odsłon