Płaczący anioł...
Darem losu nazywam dziś Twe płomienne czyny…
O ile oddalam się wedle chwili dnia nie woli wieczystej…
Przypływająca zza mgły łez Twoja pomocna dłoń i sielanka utapiających spojrzeń w niestrudzonym świetle…
Uśmiech Twój rozświetla wszystkie wokół rzeczy ten jedyny niezdobyty w podniosłych snach na szczycie i utajonej zasłudze…
Upajam się jedynie tym co z bliska dostrzegalne lecz pod zasłoną ciszy i spokojnej nocy przemawiam w każdy zakątek serca swego…
Chciałbym móc zapłakać w ramionach lekkich tych anielskich które wciąż zamknięte dla mych oczu…
A jednak chwile upamiętniają ten dzień w którym wszystko wygasło by kiedyś myśli pogrążone w tysiącach marzeń przemogły barierę która natenczas dzieli nas…
O ile oddalam się wedle chwili dnia nie woli wieczystej…
Przypływająca zza mgły łez Twoja pomocna dłoń i sielanka utapiających spojrzeń w niestrudzonym świetle…
Uśmiech Twój rozświetla wszystkie wokół rzeczy ten jedyny niezdobyty w podniosłych snach na szczycie i utajonej zasłudze…
Upajam się jedynie tym co z bliska dostrzegalne lecz pod zasłoną ciszy i spokojnej nocy przemawiam w każdy zakątek serca swego…
Chciałbym móc zapłakać w ramionach lekkich tych anielskich które wciąż zamknięte dla mych oczu…
A jednak chwile upamiętniają ten dzień w którym wszystko wygasło by kiedyś myśli pogrążone w tysiącach marzeń przemogły barierę która natenczas dzieli nas…
0
0
1 odsłon