Razem z wami tam stałem

Zabrałem moich braci z rozdroża skał

gdy stali z zamarzniętą duszą

w czas gdy archanioł podał im dłoń

ruszyli; a mówili że nie ruszą



Przyglądałem się zimnoniebieskim źrenicom

kiedy sople zwisały im z powiek

i ujrzałem światełko, blask znicza

skrawek życia ujrzałem, bezsilność



Ruszyli tak jak stali, bez nadziei

w kruszce węgla wtapiały się stopy

pękały i kreśliły się rysy od słów

w wielkich sercach kamiennych od wieków



Przejście tą drogą zasypane lamentem

dzieci boga pozostawionych przypadkiem

chciałbym ponieść ich kwieciste wieńce

te grobowe, z liliowym różańcem



Moi bracia, i tak już pozostanie!

kruche szczęście i smutek rozszalały

będziemy się rodzić w okowach radości

ale życie i tak z góry przegrane.





i
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

54 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie