Osierociny

O śmierci
Kiwa się zapłakan sierota bezmatka,
Zatęsknia wrzątkiem palącym w splocie,
Na ramień utulny, cacane szeptuchy,
Swej bawnej matki w podstrzechnym zakącie.

Utkwion w pustej izbie, porzucon na pastwę,
Grąży się w rojeniach o matczynej trosce,
Zalan i napełnion błogo dusznym warem,
Zatęsknia zapłakan, polica ma lśniące.

W złud czeka zapatrzon w drzwi malowane,
A nuż stanie w progu najpiękniejsze serce;
Te teraz z Panem Bogiem patrza utroskane
Z wysoka, wraz z marą by szczycić go na ręce.

A miast niej ma pustkę w zziębniętej izbie
I głuch za wołaniem - tak dręczon na jawie -
Tkwi w matni pogrążon, i mara ta sama -
Czeka, kiwając się przy widmowej zjawie.

Mrze maleństwo wyczerpan w piekielnych katuszach,
Głodne kona z zimna - z wierzchu ciało zbladłe -
Nie tuli go jedyna, kwiecie jego serca
Do gorącej piersi - oczy mgliste ma, przygasłe.

We wsi zapomną, wzgardzą... Bo ileż wart biedak?
Całunu nie dadzą - takim stara płachta -
W modłę rąk nie złożą, bo od wina chorzy.
Nędza diabłu dana - tak powiada szlachta.

Nie zapłacze już, wyłkał swe ostatnie krople,
Kona sam przy zjawie z marą zatęskną,
Otula go ciepłota, więdnie smutne kwiecie...
Ćśś... zamyka już oczęta... O, zasnął...

Wzlatuje hen wysoko, rozmarzon i ufnie,
Przytulon do kostuchy w mrokach ziąbu zimnicy,
Niezlęknion kresnej drogi i śmierci ulotnej,
Niezlęknion kosidła, co iskrzy w jej prawicy.

Wnet opuszczon z wysoka u drzwi biednej chatki,
Za nimi marzennica z dobrym Panem Bogiem;
To mateczka jego piękna, serce upragnione,
Szczęśliwa, przytuli go, da mleka i wykąpie.
0 0
5 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online · Nahaybazza
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie