Przejdź do treści
Uśmiech jego taki ciepły. Oczy jego, mego przyjaciela. Gesty wolne, płynne Gdy trzeba Energiczne, stanowcze. Słowa jego zawiłe, Jadące kilkoma trasami, I choć z zewsząd, jakby w jedno miejsce. Wiedza jego, jakby każdej książki znał smak. I tak, Wszyscy przy stole, Popijając lekkie montepulciano d`Abruzzo, Które on wybrał, Medytujemy otumanieni Jego świecącą osobą, A w głowach modlimy się obrazami, Zrodzonymi z matki wizji, I ojca dźwięku. Długo Zarząd zbiera się już Po stracie. Każdy w rogu, Samotnie, Płacząc nią, i plując w swoją Wewnętrzną twarz, Rytualnie śpiewa mantrę „Coś Ty Zro Bił” Jeden z nas, Więcej wydał na raz, Bo zbierane najdłużej oszczędności. Chcąc, nie chcąc, w tany Poszedł z łopatą, Bo biznes miał być udany, A zbrataliśmy się z Psychopatą.
124 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

80 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie