Przejdź do treści

Wędrowiec

Usiadł na ławce pod kasztanem,
Wyjął coś z torby, zaczął grać.
Widać, że był kolegą z wiatrem,
A słońcu jakby chciał coś dać.

Ja pomyślałem kto to taki?
Czy to na pewno Jego świat?
On siedząc jakby dawał znaki,
Komuś z kim spędził wiele lat.

I ptaki nagle się zleciały,
Kwiaty puściły piękną woń.
Niebo przybrało kolor biały,
Motyl ozdobił Jego skroń.

Siedziałem obok jak z kamienia,
Bez ruchu, jakby w jakimś śnie
Bo człowiek tamten był bez cienia,
A Jego oczy niczym w szkle.

Nagle swą twarz odwrócił do mnie,
Patrzył przez chwilę, uśmiechnął się,
A ja poczułem błogi spokój
Jak gdybym był w rozkosznym tle.

I podszedł do mnie ten wędrowiec,
Tak jakoś bezszelestnie szedł,
Unosząc się jak liść na wietrze,
Jak pyłek co w powietrzu biegł.

I usłyszałem takie słowa:
Człowieku nie myśl, że to sen,
Ja jestem po to by wędrować,
By budzić życie, koić lęk.

I odszedł w blasku w stronę nieba
A za nim smuga, światła blask
I kto to? Mówić nie potrzeba
Bo tego nie wie żaden z nas.

To był ten człowiek co pociesza,
Gdy myślisz, że nie można żyć.
On Twe nadzieje zmarłe wskrzesza
Gdy czujesz, że już nie ma nic.

I uwierz w Niego, jest Twym bratem
On zawsze tu pomoże Ci
On równoległym rządzi światem
Tym w którym spędzisz przyszłe dni.
19 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie