Kraków, sobotnie popołudnie
Na Rynku Głównym codzienne sprawy.
Rozmowy, kroki i zapach kawy.
Wieże nad głową. Pod stopami bruk.
W zwyczajny gwar uderza strzałów huk.
Ktoś szuka wyjścia, ktoś czyjejś dłoni.
Syrena drugą syrenę goni.
Wieczór na dachy opada powoli.
A zwykłe słowo „jutro” dziś boli.
Niewiele trzeba. Naprawdę niewiele.
Tylko się zbudzić w zwykłą niedzielę.
Jeszcze się spotkać. Dokończyć zdanie.
Przypalić obiad. Przespać śniadanie.
Powiedzieć komuś za mocne słowa,
a potem zacząć rozmowę od nowa.
Nic nie musiało być w tym wielkiego.
Żal właśnie życia, takiego zwykłego.
Jeszcze tyle było do zrobienia,
tyle drobnych spraw do zapomnienia.
Jeszcze jeden dzień. Zwyczajnie żyć.
Jeszcze jeden dzień. Po prostu być.
Zegar dopisze kolejne minuty.
Znów hejnał urwie się w środku nuty.
A wasze jutro już nie nadejdzie,
choć świt jak zawsze przez miasto przejdzie.
Miało się jeszcze tyle zdarzyć.
Po prostu żyć. Po prostu marzyć.
Jeszcze się z byle czego śmiać.
Ten zwykły dzień miał dalej trwać.
Tyle mogło jeszcze być.
Nie wiem co.
Właśnie tego
najbardziej mi żal.
Miało się jeszcze tyle zdarzyć.
19 odsłon
