Przejdź do treści

Nadejdzie ta pora

Tęsknota
Czymże zmierzać mam ostatkiem Gorliwością mą nadto, wydatkiem? Wiara mi nadzieją, lubo ostygnie Honor i duszę z czasem odetnie Doby nikczemne, niczym podli oprawcy Rządni mej zakusy, niewdzięczni sprawcy Mijają mnie śpiesznie, jak ludzie, podstępem Nadziei nie kładąc, ciesząc się tym wtrętem Cóż Warte wszystkich dostatków, dosadnie Jak nie Chwila Twoja, poświęcenie, dla mnie Do ostatka kląć ją będę, serce me sproszone Ważności jej nie poznam, stało się stracone Przez nieznane ziemie, zguba mnie prowadzi Rychło mi owocnej krzepy, żadnej nie pojawi Początkiem, więc jestem, czy końcem już?- pytałem Gąszczu gęstwina… Gdzież się ostałem? Nie odkryjesz tu panie ni słowa ni języka Co by ukazał mej miłości choć płomyka Gdyż słowa te wielce niezmierzone Istoty swej grunty dotykają spóźnione Ulga, cierpienie, wtórne utrapienie. Znaczą mi wszelkie moje żalenie Bruździć i wikłać mi się to poczęło Nie tak to wcześniej się nam widziało Czy to łuna, blask czy światła promienie? Górują mną gdzieś w oddali w sklepieniem Zwiastuje mię niedoszłe stracone doznanie ? Czy też oferuje mi nowe rozdanie ? Wobec dziejów tych i owych usłyszanych Za dalekim horyzontem obeznanych Myślę i dudnię wciąż o Tobie, Jednak z myślenia nic nie wydoje
44 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie