Przejdź do treści

koniec świata nie zawsze jest majowy

grudniową porą w kawiarence na prowincji melancholijna podniosłość on trzyma ja za rękę patrząc w oczy wyznaje uwielbienie przenika przez skórę ona nie bacząc na los wyśnionego świata trzyma go na smyczy ale jakże na dystans póki ma dziury w kieszeniach i mówi idź do diabła on bierze do serca rozmach jej słów wciska w niespełnienie kolejnym wieczorem w kawiarence na prowincji przy dźwiękach ostatniej niedzieli strzela sobie w łeb
61 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

7 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie