Przejdź do treści

walenty

słabo ścięty święty albo wcale to zależy od szczerości intencji za to pierdolnięty po całości zakochany po diabelsku wstaje po amerykańsku przeciąga się goli pije kawę jara fajkę śnięty na wpół jeszcze jajka na bekonie niby od niechcenia gdzie moje róże krzyczy wszak one całe dla niej okrągły bukiet kłujących patyków raz do roku majątkiem wypstrykany z dziurawej kieszeni jaki piękny mamy poranek wśród ulic skąpanych w czerwieni szał marsowo wenusowych serduszek darowanych błękitem gdzie achy ochy nie mają końca wszak przebite strzałą potrzebuje reanimacji natychmiastowej właśnie dzisiaj wijąc się konwulsyjnie opętańczym zakochaniem w adopcji zza oceanu piana ubita skoro nie można wystudzić większość chce nagle zaświadczyć patrząc na czerwono bije młotem w sufit krusząc zwały ciemnoty a nóż spadnie kawałek i otworzy niebo wszystko w prawdzie by zrzucić ciasny habit codzienności i kochać kochać kochać dzikością serc choć w ten jeden jedyny dzień sympatycznej nie powagi w imię gównianej miłości iskiereczka mruga jak z popielnika na wojtusia american love drem po naszemu naiwni cieszą się chwilą dmuchanych baloników jutro zupa znów będzie za słona
50 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

artpla 14 lat temu
dałeś

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie