zachmurzenie duże

zagrzmiało lipcową porą
ale to tak że nawet nie pytaj
tysiące armat na raz
na bębnach natury
grających diabelski koncert

błyskawice przez okno
zaglądały nie pytając wcale
o pozwolenie miały to wszystko gdzieś

rozbielały czerń nocy
raz po raz prując powietrze
niczym stado śmiercionośnych odrzutowców
tak jakby tam na górze
ktoś dla zabawy krzesał iskry
pocierając czarcie krzemienie

psy z opętaniem w oczach
węszyły armagedon
uciekające przed siebie
na złamanie karku
nie baczyły na to co przed nimi

deszcz grał na dachu okrutne melodie
wybijając krwawy rytm i dziurę w dachówkach
wiatr hulał pijany w trzy dupy
jakby na wiejskim weselu
raz po raz wywołując awantury
i dla pryncypu łamiąc wszystko co stoi mu na drodze

a ty wtulona we mnie pustą stroną łóżka
gdzie jesteś

też się boję
1 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

8 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie