Przypadkowe polowanie

Uciekał. Do przodu, byle szybko, byle uciec. Musiał zniknąć. Jeśli go teraz dopadną przegra. Zwyczajnie umrze. Nie mógł na to pozwolić. Za wszelką cenę musiało mu się udać. Stawiał szybko krok za krokiem, mając nadzieję, że goniące go wargi nie zdołają dopaść jego ciała. Biegł przed siebie, dawno wytyczonym przez naturę szlakiem. Musiał być szybki i zwinny, inaczej nie ma szans na ucieczkę. Spróbował przyśpieszyć, nie udało się. Potknął się o korzeń dębu, o ironio zwanego w tych stronach „drzewem wolności”. Szybko się obrócił i ujrzał szybko biegnące w jego stronę dwie czarne smugi. Wargi biegły tak szybko, że nie sposób było zatrzymać na nich wzroku. Jarvis zaklął. Podniósł się szybko i wyciągnął miecz. Nie był dobrym szermierzem, ale w tym wypadku nie ma już wyjścia. Mikstura zwiększająca jego szybkość przestała działać. Nie zdoła uciec.

Rozglądał się szukając dobrej pozycji wyjściowej. W końcu przede wszystkim był doskonałym geniuszem-strategiem. Musiał zdać się na swoje największe atuty. Po prawej była dogodna górka, a wejście na nią jest strome. Doskonała pozycja do ataku. Jarvis szybko podbiegł i zaczął się wspinać, korzeń po korzeniu, wgłębienie po wgłębieniu. Udało się. Wyciągnął miecz przed siebie. Wargi umiały wysoko skakać, te wilkopodobne istoty były bardzo silne i zwinne. Jednak ich skóra była delikatna, a kości (poza zębami), były kruche. To stwarzała idealne warunki do ataku. Jarvis ugiął delikatnie kolana czekając na charakterystyczny warkot. Nie musiał długo czekać.

Jak z podziemi w powietrzu zabłysły dwa czarne kształty. Dwa wargi. Dwa cholernie groźne wargi. Jarvis się tego spodziewał. Wybił się z kolan i próbował przeszyć jednego z nich mieczem. Udało się. Jeden załatwiony, teraz czas na drugiego. Wojownik skutecznie manewrował przewidywalnymi ruchami zwierzęcia, i wkrótce to on, a nie warg, był na zboczu. Zeskoczył z górki. Tak, jak się spodziewał, warg pognał za nim. Biedne zwierze nie spodziewało się jednak, że jego oponent tylko na to czekał. Jarvis skoczył na wytrącone przez skok z równowagi zwierzę. Jego ostrze przecięło potwora na pół.

Wojownik zmęczony padł na kolana. To było niebezpieczne. Ale przyniesie zysk. Futra wargów są rzadkim towarem na rynku, a okrycie z nich jest wyjątkowo ciepłe. Jarvis wyjął swój nóż myśliwski i powoli zaczął zdejmować skórę ze zwierzęcia. Jego wprawne dłonie szybko się z tym uporały. Po chwili mógł podziwiać swe dzieło. Dzieło, które zapewni mu, tak bardzo potrzebne w tych czasach, złoto. Z uśmiechem na ustach i dodatkowym balastem ruszył do miasta. Tym razem wolno, po co się potknąć i przez przypadek uszkodzić takie piękne skóry? Nie, trzeba iść z wyczuciem i dokładnie. A przede wszystkim patrzeć pod nogi. Cholerne korzenie.
0 0
5 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie