new mexico welcome
Opuściłem dom, a bezkresna preria rozwinęła przede mną swe trawiaste dywany.
Liczyłem każde źdźbło, biorąc do ręki po dwa, by było szybciej.
Górujące słońce wypalało mi źrenice, a białka w oczach zaczynały się ścinać.
Nabierałem formy, konsolidowałem się.
Zebrałem z drzewa dojrzałe owoce, objadłem się nimi napychając swój brzuch.
Słońce grzało jeszcze mocniej, dopiekając mi ramię i paląc włosy.
Moja noga zmieniła się w popiół, moja pierś w klatkę dla sępów.
Opuściłem dom, a bezkresna preria wchłonęła mnie w siebie.
Liczyłem każde źdźbło, biorąc do ręki po dwa, by było szybciej.
Górujące słońce wypalało mi źrenice, a białka w oczach zaczynały się ścinać.
Nabierałem formy, konsolidowałem się.
Zebrałem z drzewa dojrzałe owoce, objadłem się nimi napychając swój brzuch.
Słońce grzało jeszcze mocniej, dopiekając mi ramię i paląc włosy.
Moja noga zmieniła się w popiół, moja pierś w klatkę dla sępów.
Opuściłem dom, a bezkresna preria wchłonęła mnie w siebie.
0
0
13 odsłon