Dotyk

Drżę pod delikatnym szeptem twojej dłoni

Która przemierza wydmy przeznaczenia

Kołyszesz myśli me tak od niechcenia

Usypiasz lęki milczącej pośród toni



I wiecznie tęsknię niczym tafla jeziora

Co łzy wylewa w kręgach tak ulotnych

Co dech zapiera w chwilach tak istotnych

W górę gdy przyjdzie łabędziom wzbić się pora



Drżę jakbym chciał zrzucić bezlitosny ciężar

Nagromadzonych cierpień, trosk i trwogi

Ślepy sam, w życia esencje ubogi

Od każdego gładkość twa lepsza oręża



Gdy antidotum zniszczenia weźmie zmysły

Siłą eliksir szczęścia działać zacznie

Zdumiony kwiatu pąk tak chłodu łaknę

Poddać się muszę choć mgły niewoli prysły



Drżę jak marionetka prowadzona lekko

Gdzie nić miłości, gdy każda zasłona

Nieodwracalnie ciepłem ciał zburzona

Pocałunkiem cichym los połączy miękko
0 0
4 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie