Dotyk
Drżę pod delikatnym szeptem twojej dłoni
Która przemierza wydmy przeznaczenia
Kołyszesz myśli me tak od niechcenia
Usypiasz lęki milczącej pośród toni
I wiecznie tęsknię niczym tafla jeziora
Co łzy wylewa w kręgach tak ulotnych
Co dech zapiera w chwilach tak istotnych
W górę gdy przyjdzie łabędziom wzbić się pora
Drżę jakbym chciał zrzucić bezlitosny ciężar
Nagromadzonych cierpień, trosk i trwogi
Ślepy sam, w życia esencje ubogi
Od każdego gładkość twa lepsza oręża
Gdy antidotum zniszczenia weźmie zmysły
Siłą eliksir szczęścia działać zacznie
Zdumiony kwiatu pąk tak chłodu łaknę
Poddać się muszę choć mgły niewoli prysły
Drżę jak marionetka prowadzona lekko
Gdzie nić miłości, gdy każda zasłona
Nieodwracalnie ciepłem ciał zburzona
Pocałunkiem cichym los połączy miękko
Która przemierza wydmy przeznaczenia
Kołyszesz myśli me tak od niechcenia
Usypiasz lęki milczącej pośród toni
I wiecznie tęsknię niczym tafla jeziora
Co łzy wylewa w kręgach tak ulotnych
Co dech zapiera w chwilach tak istotnych
W górę gdy przyjdzie łabędziom wzbić się pora
Drżę jakbym chciał zrzucić bezlitosny ciężar
Nagromadzonych cierpień, trosk i trwogi
Ślepy sam, w życia esencje ubogi
Od każdego gładkość twa lepsza oręża
Gdy antidotum zniszczenia weźmie zmysły
Siłą eliksir szczęścia działać zacznie
Zdumiony kwiatu pąk tak chłodu łaknę
Poddać się muszę choć mgły niewoli prysły
Drżę jak marionetka prowadzona lekko
Gdzie nić miłości, gdy każda zasłona
Nieodwracalnie ciepłem ciał zburzona
Pocałunkiem cichym los połączy miękko
0
0
4 odsłon