Ćma

Gdybyś mnie kochał

ale tak prawdziwie, tak na jawie,

tak bezsprzecznie, tak nieustannie...

Gdyby odratował nas spod pokrywy grubego lodu

ktoś komu tęsko do lata, kto nie może znieść chłodu

wiesz, mogłabym to nazwać nawet końcem świata

nieba początkiem i końcem i tym wszytskim co wzlata

by uniesc sie do innego lądu, do nowego horyzontu...



Kiedy śnię, jestem jak motyl

kitóry chwilę krótką zachwyca swoim pięknem i ginie

bo nikt nie powiedział że piękno ma długie życie



Tak więc nie pęknie gruba warstwa

nie będzie żadnego końca początku, żadnego świata

a jedyny koniec się rozpocznie, jak w kalendarzu nowa data

i przyjdą zimowe dni chłodne, a w nich łzawy świt rosy skropionej na kwiatach

jak żadna strata, niektórym wygodniej

będzie prowadzić nocny tryb



Bo właściwie to jestem jak ćma

i wznoszę się do słońca, cholernie zaślepiona

a przecież żar mnie spala
0 0
9 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

7 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie