Ćma
Gdybyś mnie kochał
ale tak prawdziwie, tak na jawie,
tak bezsprzecznie, tak nieustannie...
Gdyby odratował nas spod pokrywy grubego lodu
ktoś komu tęsko do lata, kto nie może znieść chłodu
wiesz, mogłabym to nazwać nawet końcem świata
nieba początkiem i końcem i tym wszytskim co wzlata
by uniesc sie do innego lądu, do nowego horyzontu...
Kiedy śnię, jestem jak motyl
kitóry chwilę krótką zachwyca swoim pięknem i ginie
bo nikt nie powiedział że piękno ma długie życie
Tak więc nie pęknie gruba warstwa
nie będzie żadnego końca początku, żadnego świata
a jedyny koniec się rozpocznie, jak w kalendarzu nowa data
i przyjdą zimowe dni chłodne, a w nich łzawy świt rosy skropionej na kwiatach
jak żadna strata, niektórym wygodniej
będzie prowadzić nocny tryb
Bo właściwie to jestem jak ćma
i wznoszę się do słońca, cholernie zaślepiona
a przecież żar mnie spala
ale tak prawdziwie, tak na jawie,
tak bezsprzecznie, tak nieustannie...
Gdyby odratował nas spod pokrywy grubego lodu
ktoś komu tęsko do lata, kto nie może znieść chłodu
wiesz, mogłabym to nazwać nawet końcem świata
nieba początkiem i końcem i tym wszytskim co wzlata
by uniesc sie do innego lądu, do nowego horyzontu...
Kiedy śnię, jestem jak motyl
kitóry chwilę krótką zachwyca swoim pięknem i ginie
bo nikt nie powiedział że piękno ma długie życie
Tak więc nie pęknie gruba warstwa
nie będzie żadnego końca początku, żadnego świata
a jedyny koniec się rozpocznie, jak w kalendarzu nowa data
i przyjdą zimowe dni chłodne, a w nich łzawy świt rosy skropionej na kwiatach
jak żadna strata, niektórym wygodniej
będzie prowadzić nocny tryb
Bo właściwie to jestem jak ćma
i wznoszę się do słońca, cholernie zaślepiona
a przecież żar mnie spala
0
0
9 odsłon