apaszka

na mojej szyi szlaki pozostały, wszystkie

ustami wypalone wilgotno - głodnymi,

dziś wolniej uderzają krwinki o tętnice

gdy twoje pełne wargi nie na mojej szyi…

ja lubię wciąż przemierzać te trasy palcami -

zbieg cichej i słonecznej tak trudno zostawić



w spokoju świętym, w cieniu. wsuwam dłoń pod włosy

i szukam resztek ciepła za rogiem deszczowej.

apaszki zapomniałam - wtedy, gdy przenosić

chciałeś mnie przez kałuże. wiatru chłodny powiew

odsłonił skrawek skóry wrażliwej za uchem

i mocno tak przywarłeś, by krople osuszyć



ustami. przejdę peron, żeby się upewnić

że nie ma cię, gdy nocne pociągi odjadą

(nie - już nie zapominam o apaszce zwiewnej

co chroni białą szyję od palących śladów)

na dworcowej jest koniec codziennej wędrówki

semafor mrugnął okiem, tęsknoty w świat puścił
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

12 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie