bez zapowiedzi,
od niczego —
od chwili,
która nie czuje się winna.
Bez planu,
bez porozumienia,
bez świadków.
Nawet bez zamiaru,
który później
chętnie by się przyznał.
Nie o gest tu chodzi,
ani o noc,
która lubi przesadzać,
nie o zdradę —
to zbyt wielkie słowo,
ani o dreszcz,
bo dreszcze mijają.
Chodzi o różnicę.
O drobne przesunięcie wagi.
O myśl, że można
znaczyć więcej
niż poprzedni
i następni.
Że nie jest się tylko epizodem,
ani przypisem,
ani tym,
co zamyka się w nawiasie.















