w której to człowiek będzie musiał zmierzyć się z człowiekiem,
w walce o życie skupione w czekaniu,
na czasy lepsze wyzute z cierpienia.
Może kończyć się świat,
niezauważalna strata.
Skrzydlate stwory mogą nas porwać,
byleby dalej od tych bez zasad.
Bo tych nie martwi, fakt naszego umierania.
Pod nosem, do Edenu bramy złociste czekają
dla nich, dla nas zwyczajnych szum wiatru,
łagodzący gorycz istnienia, popychający wciąż na przód.
Tam z góry, nie widać nocy.
Trwa bezustannie życie,
okaleczone, pozbawione mądrości,
przybite jak krzyż do kościelnego muru.
Za nim jest tajemnica wszechświata,
znana przez wszystkich do bólu.
Przerażająca bezsilność zaciska umysł
zaciska tak, że zaczynamy płakać.
Kwiaty z dzieciństwa, tak kolorowe
już nie pasują do obecnego świata.

















