czy chcesz mi powiedzieć abyśmy znów spróbowali ranić się kawałek po kawałku odłamkami naszej codzienności chcesz mi wmówić że wieczny blady świt nad rozlewiskiem łez zajdzie wieczorem rozkoszy z pominięciem dnia pełnego...
Utwory
najpierw finezyjnie wypełniam cię sobą po same brzegi codziennością czułością tożsamością chwytam potem tak cenne naczynie mięśniami ukrytymi pomiędzy udami i przelewam kroplami z powrotem
tak jak ciszy zawdzięczam dźwięki najsubtelniejsze cieniowi pnia co stanę na drodze jego przeźroczystość listków wyklutych jak powiece zmrużonej obrazy wyśnione tak twojej potworności odczuwanie łaski najmniejszej
mój malutki jedyny najdroższy cząstko mojego brzucha w zawiłościach lepkości wilgotności pulsujący rosnący drgający będziesz moim natchnieniem teraz w czasach gdy przebrzmiała we wnętrznościach duszy mojej ckliwa miłość...
czas jest jak muzyka wczorajszy dzień przebrzmiał gdzieś w zgiełku od nawału dźwięków ranek przemija i wracam już z pracy mrówczym tempem marsza znów wieczór leniwie się pręży w symfoniach rur wanien i zlewów ty robisz sobi...
w bezdźwięcznym bezruchu w myśli spowolnieniu i uspokojeniu wszechcisznym milczeniem zamknięciem powieki na wieki już żadnym gestem nie powiem że jestem
w otwartą chętną dłoń wciska się spragniony pysk psa wilgotne paznokcie sycą jego rozpalone czujne uszy a gładka fioletowa skóra uspokaja grzbiet pies spoufala się przymila pies próbuje spić całą rozkosz z palcy
czy już pokazałam ci swoje złe oblicze ? czy prawda o mnie jest dla ciebie już tak oczywista że zamykam się i oddalam z bliskości ? czy w indywidualiźmie moich niedoskonałości twój subiektywizm nie mógł być dla mnie choć tro...
chcę pożegnać się z tobą kochany zanim wpadnę w matnię chcę rozstać się z tobą teraz zanim samotność nieprzejednana w moim życiu pełnym ludzi jak fala dźwięków zewsząd nadchodzących pochłonie i zagłuszy codzienność tak mi...
zjem cię całego od razu połknę w całości albo zjem cię normalnie po kawałku kęsami wchłonę cię wessam pochłonę absorbujesz mnie
jak powstaje życie tak powstaje podnosi się wolno wręcz prawie wciąż jakbym siedziała spała mały okruszek poczwarka dziewczynka patrzy w niebo wyciąga rączkę jakby chciała coś sięgnąć osiągnąć wstaje rozgląda się ła...
by zgrabnie niebanalnie melodyjnie z sensem i rytmicznie nie koniecznie z rymem ale z puentą czytelną może nawet między wierszami sprawnie ukrytą trafić do głów i serc z impetem z refleksją mocno powiedzieć słusznie pod...