Przejdź do treści
Za oknem wstaje świt, a w sercu mym tylko mrok Choć od ostatniego spotkania minął już rok, Oczy nie oślepły jeszcze od niewidzenia, Ale usta łkają co dzień od niemówienia Mimo, że często spadałem, w imię miłości, W przepaść goryczy, smutku, cierpienia i złości I podnosiłem się z trudem z sercem skrwawionym, By wspiąć się ponownie z uporem niestrudzonym Po duszy Twojej schodach, by dotrzeć do Ciebie I gdzieś tam w zakamarkach ofiarować siebie, Wpleść się w Twe włosy, pod skórą głęboko schować, Zostać jak najdłużej, dokładnie Cię studiować Centymetr po centymetrze i cal po calu Poznawać Twoje ciało bliskie ideału, Wpaść Ci czasem do głowy, myśli Twoje zbadać, Szeptać Ci dobranoc gdy będziesz w sen zapadać Słuchać tego, co ślina na język przyniesie, Otrzeć łzy z Twych oczu, gdy na płacz się zaniesie I uśmiech codziennie na usta Twe nakładać, Aby Twojej twarzy pięknego blasku nadać I blaskiem tym przyjemnym serce swe ogrzewać, By odniesione rany mogły w nim dojrzewać, Bo są one świadectwem wielkiej mej miłości, Blizny me niech będą dowodem jej w przyszłości... Blizny mam nadal i rany niezagojone, Żaden świt nie rozpali tego co spalone, Żaden blask nie rozjaśni mroków duszy mojej, Nikt inny nie zastąpi obecności Twojej Dryfuję więc nadal, na morzu samotności, Wyzuty z emocji, pozbawiony miłości, Płynę gdzieś przed siebie, wypatrując latarni, Co światłem nadziei rozjaśni żywot marny
65 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie