Przejdź do treści

Geneza

Mroczne
Wydarzyło się to, gdy byłem małym chłopcem. Choroba chciała sprowadzić mnie na manowce. Dostałem duszącego kaszlu i gorączki. Nie czułem też smaku i zapachu golonki. Bolały mnie plecy i złapały mnie dreszcze, A było to w latach dziewięćdziesiątych jeszcze... Matka urwała się, by wziąć mnie do lekarza, Lecz prawa jazdy niestety nie posiadała. Ojciec zwykle o tej porze był już pijany. Było jasne, że o pomoc dziadka spytamy. Niczym na wezwanie z Ubera aplikacji, Podjechał hondą accord IV-tej generacji. Miała dwa litry i aż dziewięćdziesiąt koni! Plus przedni napęd, co przed poślizgiem nie chroni. Nad ranem bardzo dużo śniegu napadało. Podjazd w górę spod bloku mocno zasypało. Matka otwarła drzwi i z hondy wyskoczyła, Po czym stanęła za autem i pchać zaczęła. Ważąca przeszło tonę honda ani drgnęła. Drobna matka uparcie na nią napierała. Gaz do dechy nacisnął dziadek po bajpasach I wtem matka poślizgnęła się na obcasach. Rozpaczliwie próbowała chwytać bagażnik, Lecz pojazd przewrócił ją jak wielki drapieżnik. Matka za tylną szybą pojazdu zniknęła, A potem honda o cały metr się stoczyła. Widząc to, zacząłem krzyczeć i robić siku. Płakałem oraz wierciłem się w foteliku. Darłem się i ryczałem zupełnie nieskrycie, A matka w tym czasie walczyła o swe życie... Pomimo, że modliłem się przed Panem Boziem, Honda zsunęła się, gniotąc matkę podwoziem... Dziadek nie mógł skupić się przy moim wrzasku. Szarpał biegi, a matka była wciąż w potrzasku. Śnieg spod kół zaczął na jakiegoś kundla sypać. Wściekłe zwierzę najpierw zaczęło na nas szczekać, A następnie szarpało przygniecioną matkę, Po czym znudzone nasikało na nogawkę. Pod blok przyjechała karetka, straż i pały. Służby wolno matkę spod hondy wyciągały. Matka była, jak na co dzień, poobijana. Była też przez rurę wydechu oparzona. Ojciec nie zszedł, tylko z balkonu obserwował. Dostrzegłem jak przez chwilę głową w mur uderzał. Potem wziął lornetkę i zaczął obserwować, Później zaczął w tę i z powrotem spacerować. Na moment wychylił się tak, jakby zamierzał skoczyć, Lecz spuścił głowę i zdołał do środka wkroczyć. Dziadek cały czas czynnie udzielał pomocy. Zaproszono go do policyjnej karocy. Policja prawo jazdy zatrzymać mu chciała. Wyjął z kieszeni pięć dych. Mandat wypisała. Mój dziadek częstokroć korupcję praktykował, Odkąd w Auschwitz jako Oberkapo pracował. Na Zachodzie nigdy tego nie robił, A jak był w USA nigdy babci nie zdradził. Matkę zabrano na dział chirurgii twarzowej, By zagoić ranę od rury wydechowej. Ojciec do szpitala nie zajrzał ani razu. W dzień powrotu matki jak zwykle dodał gazu. Dlaczego robi to po tym wszystkim, spytała I odpowiedź następującą otrzymała: "Chciałem zaproponować ci rejs parostatkiem, A ty mnie próbujesz szantażować wypadkiem!" Po czym przypierdolił jej tak, że drzwi rozbiła. Leżała wśród szkła na podłodze i krwawiła. Zanim oboje rozwieść się postanowili, Jeszcze dziwne zapalenie płuc przechodzili. Matkę przez miesiąc męczył stan podgorączkowy. Ojciec rzucał się o rosół niedosolony. Raz nacherlał do puszki z piwem i zamroził, A po rozwodzie dużo po świecie się woził. Nie był to człowiek o umysłowych wyżynach. Po latach handlował na jakimś targu w Chinach...
74 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie