Przejdź do treści

on...

O życiu
Po raz kolejny wróciły wspomnienia, Jak on na rauszu bełkotał i krzyczał. Już tyle lat mija, a on się nie zmienia. Jak myślał wczoraj, tak myśli i dzisiaj. A ma przed oczami najlepszy dowód, że można, że da się, a wtedy jest lepiej. Rozumiem, do picia zawsze jest powód, lecz lepiej pokochać swe nowe spojrzenie. I żal mi ogromnie i smutek w mym sercu, gdy słyszę, gdy widzę i czuję ten oddech. Jak siedzi i bredzi znowu coś bez sensu, że zaraz powstanie i uderzy w mordę... Jest mądrym człowiekiem, a głupotę robi. To już tyle lat, on nie chce inaczej. A gdyby tak poznał istotę choroby. Przeżyłem to samo, więc nie chcę już patrzeć. Przymusem, prośbami się syn jego starał. Uwolnić, wyszarpać z choroby, nałogu... Zmęczony tym wszystkim padł na kolana... Jedyna nadzieja to już tylko w Bogu...
54 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Skarlett222 14 lat temu
znam ten problem...on musi sam , zrozumieć , sięgnąć dna...
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie