Przejdź do treści

Ołowiana hostoria

Pamięć
Okładka: Ołowiana hostoria
Pod niebem ciężkim jak przemysłowy dym rosły dzieci o dłoniach szarych od pyłu. Plac zabaw miał smak metalu, a wiatr niósł więcej niż śmiech. Komin był jak zegar – odmierzał czas trucizną. Każdy dzień opadał warstwą osadu na parapetach, w płucach, we krwi. Matki patrzyły w oczy lekarzy, szukając w nich słów lżejszych niż ołów. Wyniki badań brzmiały jak wyrok pisany chemicznym wzorem. Szkoła pachniała kredą i strachem, bo ktoś powiedział: „to tylko norma”. A norma była szeroka jak milczenie, które przykrywało hałdy odpadów. Dzieci rysowały słońce nad hutą, choć słońce było blade od dymu. Ich marzenia miały kolor popiołu, lecz w oczach wciąż iskrzyła nadzieja. Bo nawet w ziemi skażonej latami może wyrosnąć trawa uparta. A prawda, choć ciężka jak ołów, z czasem zaczyna ciążyć sumieniom.
132 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online · Bieta, ibis49

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie