Przejdź do treści

kiedy boję się prawdy...

wyruszam przed siebie w siebie dal pisząc pod liściem platanu wiersz obrzydliwie rozebrany godzinami we dwoje zmienionymi w pióra jak człowiek bez skrzydeł bawiący się niebem świtem porę dnia ubieram w twoje dżinsy wytarte od myśli grzesznych bardziej niż nagie noce siedzę przy barze ulotny zapachem milczenia zapiskami z dna szklaneczki whiski samemu sobie próbując wytłumaczyć bieg zdarzeń skutki uboczne to śmietnik w sercu zatem przepraszam w imieniu wszystkich pomyłek że zapaskudzam rytm który tańczy chichocząc z uczuć zbyt długo zaklętych ... są takie dni że uciekam półwariat zwichnięty do czasu kiedy niczego nie będzie już żal
113 odsłon

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

I
iron1 12 lat temu
dobre
K
kaja-maja 12 lat temu
czasami drzewa z nadziei są rozebrane a w owocach błyszczą lecz po czasie bo zawsze chwyta się te nisko a te wysoko choć dorodne
same spadną w fiolecie się rozkładając na Pegaza czekając
kiedy dorodne pierwsze smakiem są skonsumowane nawet te ze spadów co lekki upadek mają a najlepiej jak w dłonie wpadają
bo w teraźniejszości nie od ciężkości się gałąź urywa tylko ze spróchniałego drzewa w:):)
K
kaja-maja 12 lat temu
dziękuję za wiersz bo właśnie coś takiego chodziło mi wczoraj po głowie w:):)
6 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie