Przejdź do treści

kilometry też są zielone

nagle skończyło się lato na odludziu nie jestem człowiekiem w powietrzu rysy diabeł z anioła absurdy nad ranem bolą najmocniej nienaturalnie brakuje spotkań a księżyc zapragnął koniec kropka kilka kraterów wyrytych mimo woli niczym tragedia w mlecznym barze dalej zima w pełni poranka po drodze do nieba jestem na wpół przytomny jak dziecko łapiące motyle byleby szeptać kolejny raz potem anatomicznie w obłoku niewiele zostanie błękitu szukam w kolorze białym jak twoja skóra napięta w deja vu czasem masz podlejszą wyobraźnię z tysięcy snów wybierasz czterolistną przemierzasz szczęście wiosną bez tytułu zdzierając mile w kolorze trawy idąc tym tropem pełen nadziei jesienią jestem jak tytuł
68 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie