Przejdź do treści

koniec świata nie zawsze jest majowy

grudniową porą w kawiarence na prowincji melancholijna podniosłość on trzyma ja za rękę patrząc w oczy wyznaje uwielbienie przenika przez skórę ona nie bacząc na los wyśnionego świata trzyma go na smyczy ale jakże na dystans póki ma dziury w kieszeniach i mówi idź do diabła on bierze do serca rozmach jej słów wciska w niespełnienie kolejnym wieczorem w kawiarence na prowincji przy dźwiękach ostatniej niedzieli strzela sobie w łeb
58 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

17 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie