Przejdź do treści

na wpół obecni

kiedy tylko bywam zadomowione w tęsknocie szarość i ty jecie śniadanie szczęście we dwoje aż po karmienie kaczek hipotezą spełnień jedna wielka bzdura oparta o ścianę dzielacą zimowe spacery od wiosennej pory migawki z kmieni na drodze tulonych dla niepoznaki bo tak cieplej pełni niewiary więźniowie klepsydry uwikłani w pustkę w menu unicestwień kolejnych prób techniczna wymiana posągów przy kuchennym stole pełno niedojedzeń to wszystko co wiemy o dialagu przytulanie również odeszło tam gdzie chusteczki błagają o łzy uzbrojone w siłę przyzwyczajeń i powtórzeń sinej dali zbyt mało by zobaczyć obrazki z poranka pachnącego kawą z czasów gdy wspólne wydawało się naszym a tytuł zamknięty na kłódkę nie musiał określać niczego wszystko było wiadome każdy wers dotykiem_ malowany na ciele zostawiał znak realności perspektyw metamorfozy zaczynaliśmy bez końca te same bocznice zwrotnicą imion szeptanych o świcie nastawione z ochotą na nieprzypadkową zbieżność nazwisk dzisiejsze niebo takie puste cisza tylko z niej rodzi się siła dlatego wciąż mówisz tak mało niewiele słucham patrzeć jak ty również nie potrafię kiedy tylko bywam zadomowiony w tęsknocie by podać ci szarość na śniadanie
56 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie