Przejdź do treści

niedorzeczność na rachunek własny

nie wiem jak to się mogło stać wiersze pisane koślawą stalówką łakomstwo skrzydeł pełne wersów cichym rozmiarem piękna ubrane w ptaki zanim pęknie horyzont wypełniony słowami po brzegi pełen spotkań na granicy lustra usiłuję zgłębić uroki pozarzeczywiste nieobojętny na na pół etatu drwię sobie z dróg jakie pozostały do przejścia spoglądam na niepokorne stopy tęcza się pali na podłodze samotność chowa głowę pod krzesłem na wypadek czasu kiedy zaparują szyby w oknach pod dywanem schowałem kilka kamieni czytana ze zdjęć patrzysz tak bardzo błękitem twoje oczy mnie znają na firmamencie nieba o spojrzeniu jutra abstrakcyjna sfera o nieokreślonym promieniu zatacza coraz szerzej krąg któremu nie potrafię się oprzeć zdominowany za zamkniętymi powiekami tworzę obraz pamiętający nasze grzechy na kamieniach ukrytych pod dywanem wiersze rodzą się kiedy zechcą rozbrykane_ wlatują przez komin pełne światłocieni piękne i jedyne takie niepowtarzalne rozbiegają się w różnych kierunkach na szybach zaparowanych od ciebie pisząc zbieżność perspektyw koślawą stalówką kiedy jesteś jak one nie wiem jak to się mogło stać
66 odsłon

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 12 lat temu
na pół etatu...phiiii
mocher 12 lat temu
rodzą się kiedy zechcą i niech chcą :)
K
kaja-maja 12 lat temu
to jakieś czary mary zwłaszcza gdy piszesz prosto a wychodzą koślawce jak przy złamanej stalówce tak między kręgami
jeden żyje z pisania drugi z pracy na pełnym etacie jak zewnętrznie tak i wewnętrznie w:):)
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie