Przejdź do treści

niewzruszenie

wystawiasz rachunki za grzechy ojców obwiniasz cały świat za niesprawiedliwość losu kulisami własnego ja nie chcąc uwierzyć piszesz niekończący się poemat o kamieniach bliskości zapachu fiołków i elegiach pozostawionych na potem mogłaś być najbliższą rzeką światłem bezsennością czasem zamkniętym w okładkę pustka jedynie dźwięczy pozostała niczym hymn śpiewany na bezdechu do dmuchawcy fruwających w cieniu zgryzoty niech się więc stanie na poddaszu egzystencjonalnych rozważań uczę się zbierać myśli w początek dotykiem ku nowej wiośnie teraz na zgiętych kolanach tańczę oberka ostatnich nocy palę skojarzenia w okruchach księżyca łapiąc oddech bez dzikiego chciejstwa zanim jeszcze dni ciemne a płoche obedrą mnie całkiem ze skóry w chwili kiedy już wszystko do mnie dotrze pustki nie widać za to cholernie boli
62 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 14 lat temu
:):):)~~~~~~~:):):)
5 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie