Przejdź do treści

jak zwierz

Katastroficzne
kochał kobiety jak jakiś zwierz o poranku gdy tylko jutrzenka oczka przetarła dopadał konia i do niej gnał to chyba muszkieter u boku wisiała szpada świeciło się ostrze jak wielkanocna kiełbasa zrywał jaśminy i inne zioła rwał by zaimponować by cosik dać całować nie umiał ślinił się wycierał mankietem koszuli z lumpexu nie wierzycie tak było świadectwem jest ten tekścik skromny noc była gwiażdzista chciał gwiazdę skraść powiedział mu ktoś zejdź z konia i łap capu cap
67 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie