Przejdź do treści

odchodzisz szkoda...

Natura
odchodzi jesień z powagą zmroku zamiata szarością na niebie obłoki jasna tarcza księżyca milczy wspomnienia zapisane w kasztanach w kolorach w liściach wysuszonych pałkach wodnych w wazonie w rogu pokoju stoją jak na skórze znamiona czas nie zwalnia zamykam tydzień zaraz w piątek zaczynam jasno myśleć i szalenie kochać jesieni w tym roku źle nie było słońce promienie moczyło w deszczu wiatr liście przeganiał skoszonym polem pędził szalony babie lato jakieś takie bardziej babskie na jeziora tafli krążą głodne lecz dumne łabędzie woda faluje spokojem zawstydzone dzikie kaczki ktoś do lotu porwał drzewa obdarte smutne wystraszone czekają wiosny idę jak zawsze tą aleją w parku gdzie mnie porzucasz po raz pierwszy z chwilą zabraknie chwili by spisać historię myśli co w głowie jak kornik chowa się pod korą pnie ogromne dębowe zapach sosny wypełnia łysą polanę ostatnie dni okryte płaszczem ze środka miłości ciepło jest tylko w naszych sercach przez dłonie dusza mniej radosna po szczerych słowach śpiewa stąpając po krawędzi nieba
64 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie