Przejdź do treści

Robinson Crusoe

moje osiemnaście lat pchało prosto w szpony w okrutny przewrotny świat rządny podróży w miesicie York wskoczyłem na statek jako majtek daleko nie dopłynąłem gdyż sztorm ułożył łódź wielką na dno drugim razem było o wiele lepiej bałem się bo tylko wariat się nie boi płynąłem daleko z prądem dosłownie wiele miałem wiele dało mi życie zostawiłem rodzinę skrycie wiele widziałem zarobiłem krocie nie myśląc o powrocie do domu matka w tęsknocie brnąłem dalej by dotknąć dna stało się pewnego roku w statek dobił do skał roztrzaskany w miał przeżyłem na wyspie byłem sam mijały lata wciąż bez żywej duszy zwierzęta przyjaciółmi dziękowałem Bogu że mam dom ludożercy na drugim krańcu balowali chcieli zjeść przyjaciela Piętaszka później tak go nazwałem nawrócony na dobra drogę nauczył się mówić wspólne polowania łowienie ryb pieczenie chleba jak zabawa wydostać się z wyspy myśl przewodnia kierowała mną od zawsze dolewałem ognia udało się wypatrzył nas przypadkowy statek dotarłem do domu Piętaszek skonał podczas walki nie wybaczyłem sobie teraz w domu wspominam co straciłem żyję i mam się dobrze
56 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

24 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie