Przejdź do treści

zmartwiony

Od siebie
skrobanie po drzwiach ciszę rozprasza ciężar księżyca na skroniach zimny pot po policzku leniwie płynie łza róże na stole zasuszony w nich czas pomiędzy nami strach wpisany w nasze DNA potwierdziły to badania na zwierzętach jestem starym zgredem bojaźliwie patrząc w lustro wybaczam wszystko co wiemy o sobie nic nie powiem tak wyparte słowa kłamstwem obleczone dłonie kochać nikt nie zabroni wybrałaś inną drogę znaliśmy się jak dwa łyse konie znaliśmy siebie choć byłaś wiatrem tajemnicą pojawiałaś się znikąd płonę jak latarnia gasiłaś ogień daleko od siebie tak będzie dobrze nie nadejdziesz tej jesieni może i lepiej wystarczy bólu cierpi dusza wieczna wędrówka żegnaj miła żegnaj przyjacielu autentycznie kocham Cię bez szans czas na strach co dalej by samemu trwać idę drogą w innym kolorze szukam miejsca mój Boże
76 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie