Przejdź do treści

...bez szaleństwa...

Miłosne
od rana do wieczora jak królewski motyl żyłem dopóki ciebie nie dojrzałem przez co oniemiałem choć ze szlachetnej stali amulet na czary miałem to chciałem dla siebie ciebie mieć to cymbał pomyślałam idiota gapi się na mnie gapi jakby zmysły postradał choć się uśmiecha spojrzenie kradnie myśli dziwnie rozprasza jakiego triumfu na zielonej łące szuka na pierwsze spojrzenie zuroczyła mnie widok dzikiej lwicy pięknej jak łani płochej jak sarny lecz słodkiej kotki co osłabiło moją potęgę męskości wiatr cichutko grał i dziwnie kwiaty zapachniały aż łąka walca zatańczyła i w parę nas połączyła otaczając nasze głowy białym gołębiem spojrzeniem nauczyczłeś mnie wymowy dotykiem pocałunku ogień namiętności sprawiłeś wesołej scenki pożądania niczym dobry smak wina teraz przenika mnie twoja dzika upojność jak też bogiem milości dla mnie się stałeś winem moim jak ty moim słońcem też tak bądźmy dla siebie i tylko siebie dorodnym witorośli niespotykanym smakiem którego wciąż bez czaru się pragnie ...
51 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

7 online · ibis49

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie