Przejdź do treści

...wypad...

O życiu
nasza banda zorganizowana majowy weekend długi nad jezioro pojechaliśmy pięcioma samochodami szósty zaopatrzeniem był sprzętem wypachany po dach koczowiczy styl lubimy wolność mieć dla siebie kaskadę śmiechu i upojność do zabawy Mickiewicza Pana Tadeusza, Ogińskiego i Jokery z napojami na obiad i kolację zupka chińska, kabaczki i na ognisko coś co się karczkiem zwie My młodzi, nikt nam nie dorówna wypady lubimy zarośla buszu nawet gdy z materaca powietrze ujdzie ważne że pogoda i na luzie mamy luz do białego rana z dala od starych co minimalizowany pion trzymają Ja po pierwszej nocy już niesmak mam dzwonię do mamy,przyjedź po mnie jutro dzisiaj jeszcze wytrzymam choć wesoło lecz to nie dla mnie upojność koleżeństwa traci urok nie chcę patrzeć jak będą się topić uje, muje mnie nie interesują jutro zadzwonię, coś wymyślę ale wiedz, zaraz napiszę od drogi jesteśmy kilometr,dojdę tylko przyjedzcie po mnie lekcję życia dostałem to nie koleżeństwo co kulturę ma a dzikustwo żłopodajne,przyjedżcie taki obyczaj z taką kulturą jest nie dla mnie... Morał z tej powiastki; 'gdy się człowiek sam nie przekona jak z kulturą żyje się na bakier tak inni tobie wmówią iż idiota'
62 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie