Dwór - Rodzina i szkoła.
Ojciec we dworze, jak pan, patriarcha,
Udzielny, książę, dyktator, monarcha,
Cześć, autorytet, to fundament domu,
Wszelkim nawałom nie uległ, nikomu.
Nie wymuszony, wpisany w tradycję,
Mur praw otaczał, miał swą definicję,
Którą nikt z domu nie musiał powtarzać,
Ale jak święte zechciano uważać.
Obecność ojca była uświęcona,
Milczeniem dzieci, a prawa korona,
Nie zezwalała, aby też siadały,
O, nie dlatego aby się go bały.
To dla szacunku, ten jak punkt honoru,
Ton wychowania dyktował dla dworu.
Gest powitania, pocałunek ręki,
Pełen powagi, nie ważny wiek, wdzięki,
Cześć oddawano tuląc za kolana,
Do nóg padając, wielbiąc ojca - pana.
Cześć dla rodzica, do niego stosunek,
Tradycji spisał niezmienny warunek,
Z nauki religii wynikał jak prawo,
I był od wieków rodziny postawą.
Do tego stopnia ojca poważano,
Iż błogosławieństwa braku zawsze bano,
Uważano za dopust nieszczęść i bieda tobie dziecko,
Gdy ono prawo traktujesz zdradziecko.
Dzieci posłuszne, nie było możności,
Sprzeciwu. Choć to nie dyktator, nie efekt próżności,
Ale od dziadów poprzez wieki całe,
Jedność tą spójność rodzin budowały.
Prawem objęte były dzieci małe,
Także dorosłe, w dworze zamieszkałe.
Zakaz dotyczył w różnych sprawach drobnych.
Także majątku, matrymonialnych, i temu podobnych.
Puki żył ojciec, nie dzielono włości,
Je zawiadywał, według swej możności.
Zależność dzieci od ojca własnego,
Było w tych czasach jak coś normalnego,
Co podkreślano na gościnach licznych,
I wystąpieniach, spotkaniach publicznych,
Także rodzinnych.
Dorosłe panki szli za głową domu,
I nie uwłaszczał fakt taki nikomu.
Nieśli mu szablę, w kościele, przy ławie stawali,
Dając szacunek, tak orędowali.
Przy stole zawsze pierwsze miejsce miewał,
W bawialni fotel, krzesła wsze przyćmiewał,
Nikt w nim nie siadał. Rytm dnia i zajęcia,
Starszy przestrzegał od czasu dziecięcia,
Splot jego gustów, zachcianki i upodobania,
Były jak prawo, wprost do przestrzegania.
W sprawy domowe prawie się nie mieszał,
Lecz smaczną kuchnią zawsze się pocieszał.
Ojca pozycja dyktuje stosunki,
Męża do dzieci i jego małżonki.
Żona podległa bezpośrednią pana,
Jest też i dworu jako pierwsza dama,
Dzieci rodzicom.
Siostry spełniają drugorzędną rolę,
Względem swych braci. Syn pierworodny
spełnia ojca wolę.
Jako najstarszy, nie zawsze wyjątkiem,
Sposobi wiedzę, by rządzić majątkiem.
Strzegli obyczju, aby matka - żona,
W dworze czczona była jak pani - matrona,
Wpływ jej był znaczny, choć nie ochmistrzyni,
Dom prowadziła jako gospodyni.
Doglądać było jej wzniosłym zadaniem,
Z spiżarni prowiant, zagospodarowanie,
Widoczny symbol, plik kluczy u paska,
W woreczku zwisał jak wisior kutaska.
Klucze, drzwi ważne stawiały otworem,
Wszelki wiktuał warując dozorem.
Klucz do spiżarni, apteczki, szafy, cukiernicy,
Komody, biurka, do tych najsłodszych
są też zwolennicy,
Klucz stawiał zakaz. To pani domu ustalała meni,
Za co szczególnie mąż zawsze ją cenił.
Prace dla służby, dzieci wychowanie,
Dla pani dworu bywało wyzwaniem.
Do niej należy by w miarę, zawczasu,
Na zimę każdą zgromadzić zapasów.
Sprawą nadrzędną każdej było matki,
Wychować dobrze i wykształcić dziatki.
Tu ojciec z racji licznej działalności,
I gospodarczej w dworze powinności,
Do wychowania nie bywał gorliwy,
Pomimo chęci, gdyby był uczciwy.
Ciężar kształcenia pan miewał na głowie,
Gdy rok już ósmy kończyli synowie.
Dopóki dzieci, ciężar ich nauki,
Matka nosiła, doznając tej sztuki.
By dwór dostatni, do tego chendogi,
W drób, bydło, trzodę nie stawał ubogi,
Żony - gosposię, na głowie jej było,
By wszelkie dobro w dworze się mnożyło.
Owoców, warzyw i zwierząt hodowla,
Choć czasochłonna bywała wymowna,
Gdy dwór był hojny, ociekał w dostatek,
W balach brał udział , też szlachecki światek.
Tak też wysoko oceniał małżonek.
Trzymając zawsze tutaj żony stronę.
Ozdobą męża. W swoich utworach spisują poeci,
Żona jak brylant na ich drodze świeci.
W hierarchii druga jest starszyzna państwa,
U właścicieli mieszkając, ziemiaństwa.
Kult i szacunek.
Szli rankiem grzecznie aby ich powitać,
Grać partię wista, mariasza, lekturę poczytać,
Dbać o "wygódki" i ziółka zaparzyć,
W zimowy wieczór, posłuchać, pogwarzyć,
Zadbać o fotel, gruby pled na nogi,
I nastrój tworzyć przyjazny, nie wrogi.
Wygrzać ich łóżka mosiężną szkandelą,
Rozśmieszyć, smutnych, cieszyć gdy weselą.
Prócz ich rodziców i dzieci kilkoro,
Od dawien dawna bywali podporą,
I rezydenci i rezydentki, często liczba spora,
Dla potrzeb dworu, byli gośćmi dwora.
Bracia lub siostry, same, niezamężne,
Wdowy, ubodzy krewni, chorzy niedołężnie,
Jak kazywała odwieczna tradycja,
Nie zagrażała ich z dworu pozycja.
Wszechstronna pomoc, w miarę możliwości,
Podziękowaniem był że ich gościł.
Często ze szkoły, z wojska przyjaciele,
Po dobrach stracie gdy mieli niewiele,
By się utrzymać, będąc w odwiedziny,
Przez lata całe doznali gościny,
Często do śmierci.
Gościnność polska wprawiała w zdumienie,
I częsty podziw, skąpstwo kładło cieniem.
Dom stał otwarty dla wrogów i swoich.
Obfity w żywność i wiele pokoi.
Z sercem, życzliwie, przyjęto strudzonych,
Karmił i poił, w miejscu przeznaczonym,
Gościnny pokój.
Gdy dwór był duży i ludzi niemiara,
Bywał kapelan. Mszy Świętej ofiara,
W salonie sprawiał tu w specjalnej niszy,
Gdzie ustawiano mu ołtarzyk mnisi.
Bywał i lekarz czyniąc swą powinność,
Często dozgonnie przyjmował gościnność,
Jako fachowiec, słynąc od dziedzica,
Porady czerpie cała okolica.
Oprócz nich w dworze, czynnik zamożności,
Tu decydował jaką służbę gościł.
Bywała liczna, trudni z zawodami,
Dla dworu, sadu, wszystkimi włościami,
Służbę stanowią: oficjaliści, służba
folwarczna, i służba domowa,
Która na stałe przy dworze się chowa,
Z dziada pradziada w prawach domowników,
Ale i służby, lecz nie niewolników.
Nauka we dworze to element przedni,
W życiu paniczów jako chleb powszedni.
Od dziecka uczą, z początku pacierza,
To obyczaje, rzemiosła żołnierza.
Gdy jeść zaczęło, w krzyż rączki składało,
A gdy to mówi , pacierz odmawiało.
Nie jadł pokarmu puki nowa strofka,
W pamięć nie wkuła jego mała główka.
Niemowląt mamka we dworze karmiła,
Na prawie ważnym, w nim też się gościła,
Silna i młoda, jedna z wiejskich kobiet,
Od niej zależy i dziedzica zdrowie.
Spośród sług ważna, bez plag, irytacji,
" Pokarm nie burzyć", zmartwień i flustracji,
Żyła spokojnie. Nie wolno urazić,
Dziecko nie złamie. Mogła się obrazić.
Zdrowe jedzenie. Umów dopełniła,
Silne paniątko w końcu wykarmiła,
Dwór czci z wdzięczności, także z serdecznością,
Czuwa nad mamką, jej także starością.
Ile na mamki szło zapotrzebowanie,
Piastunką, niańką były starsze panie,
Którym ufać pracy,a one jej zdzierżą.
I wychowanie dzieci im powierzą,
Mamkę do dziecka także dobierano,
Niańka kolejno, do niej przywiązano,
Dziecko kolejne. Była domownikiem,
Choć czas ,zwyczaje, częściowo odmienia,
One chowały dalsze pokolenia.
W pamięci dzieci miały miejsce czułe,
Za pieśni, bajki, które do snu snuły,
Opiekę, miłość i serdeczność matczyna,
W wdzięcznej pamięci wpisuje w dziecina.
Letnie dzieciaki przekazują bonom,
Z wymogiem wyższym, te im powierzono,
Przygotowane są więc zawodowo,
Z właściwych domów wybraną osobą.
Z domów szlacheckich, nie rzadko mieszczańskich,
Średnio zamożnych, ale za to pańskich.
Uczą czynności, jak dziś przedszkolaka,
Tu kilkunastu, tam że jedynaka.
Gdy wiek osiągną, dom tętni metrami,
W dziewcząt nadwyżce zaś guwernentkami,
Ci pierwsi chłopców, drugie zaś dziewczęta,
Nie zawsze jednak to zasada święta.
Uczą matematyki, muzyki, rysunku,
Zdolność szczególną, kształcono w kierunku.
A każda dama zna obce języki,
Gra i poznają zasady muzyki,
Jest ułożona, z gładzią towarzyską,
Ręczne robótki,- panować nad słabością męską.
To guwernantkom dają to zadanie,
By z córek dworskich wychowano panie.
Choć pensje modne i w liczącym tonie,
We edukacji większość stoi stronie.
We naukach owych, dzisiaj też rzecz święta,
Służyła chęciom, i wielbi talenta.
Rzadziej dziewczęta, chłopcy w części licznej,
Szli po nauce do szkoły publicznej.
Szkoła infirma, u jezuitów, zwana
Parwa - pijarów, wszędzie stopniowana.
Uczą gramatyki, syntaktyki, retoryki,
Filozofii, teologii także poetyki.
Tu filozofię dzielą na logikę,
Dialektykę, fizykę i metafizykę.
Też dla niektórych tu matematykę.
Na Akademii Krakowskiej, Wileńskiej,
Także uczono tutaj mowy polskiej,
Język, niemiecki, francuski, ponadto łaciny,
Astrologii, geografii, kosmografii także medycyny.
Etyczna siła w dawnych obyczajach,
Nie rozkładano, w drodze na rozstajach,
Sedno stanowi dla sprawy publicznej,
W herbu insygniach dla sprawy dziedzicznej.
Siła opinii była w społeczeństwie,
Roli człowieka, w jego człowieczeństwie.
Banita wszakże mógł długo żartować,
Z wyrokami różnych, intrygi swe knować,
Jednak u progu, kres jego zuchwalstwa,
Rodzina murem, na przeciw matactwa.
Nazwa "stryjców herbowych", w rodzinnym
obszarze,
Była świętym prawem, jak święte Ołtarze,
Których nie bezstrzeszczono, kto rękę podnosił,
Karę poniósł, o litość nie mógł i nie prosił.
Wpływy, znaczenie, przyjęte szeroko,
Były potężne, im szerzej, głęboko,
Biegły granicą, u nas tak pojęte,
W Polsce przetrwały, jak insygnia święte.
Józef Bieniecki
Udzielny, książę, dyktator, monarcha,
Cześć, autorytet, to fundament domu,
Wszelkim nawałom nie uległ, nikomu.
Nie wymuszony, wpisany w tradycję,
Mur praw otaczał, miał swą definicję,
Którą nikt z domu nie musiał powtarzać,
Ale jak święte zechciano uważać.
Obecność ojca była uświęcona,
Milczeniem dzieci, a prawa korona,
Nie zezwalała, aby też siadały,
O, nie dlatego aby się go bały.
To dla szacunku, ten jak punkt honoru,
Ton wychowania dyktował dla dworu.
Gest powitania, pocałunek ręki,
Pełen powagi, nie ważny wiek, wdzięki,
Cześć oddawano tuląc za kolana,
Do nóg padając, wielbiąc ojca - pana.
Cześć dla rodzica, do niego stosunek,
Tradycji spisał niezmienny warunek,
Z nauki religii wynikał jak prawo,
I był od wieków rodziny postawą.
Do tego stopnia ojca poważano,
Iż błogosławieństwa braku zawsze bano,
Uważano za dopust nieszczęść i bieda tobie dziecko,
Gdy ono prawo traktujesz zdradziecko.
Dzieci posłuszne, nie było możności,
Sprzeciwu. Choć to nie dyktator, nie efekt próżności,
Ale od dziadów poprzez wieki całe,
Jedność tą spójność rodzin budowały.
Prawem objęte były dzieci małe,
Także dorosłe, w dworze zamieszkałe.
Zakaz dotyczył w różnych sprawach drobnych.
Także majątku, matrymonialnych, i temu podobnych.
Puki żył ojciec, nie dzielono włości,
Je zawiadywał, według swej możności.
Zależność dzieci od ojca własnego,
Było w tych czasach jak coś normalnego,
Co podkreślano na gościnach licznych,
I wystąpieniach, spotkaniach publicznych,
Także rodzinnych.
Dorosłe panki szli za głową domu,
I nie uwłaszczał fakt taki nikomu.
Nieśli mu szablę, w kościele, przy ławie stawali,
Dając szacunek, tak orędowali.
Przy stole zawsze pierwsze miejsce miewał,
W bawialni fotel, krzesła wsze przyćmiewał,
Nikt w nim nie siadał. Rytm dnia i zajęcia,
Starszy przestrzegał od czasu dziecięcia,
Splot jego gustów, zachcianki i upodobania,
Były jak prawo, wprost do przestrzegania.
W sprawy domowe prawie się nie mieszał,
Lecz smaczną kuchnią zawsze się pocieszał.
Ojca pozycja dyktuje stosunki,
Męża do dzieci i jego małżonki.
Żona podległa bezpośrednią pana,
Jest też i dworu jako pierwsza dama,
Dzieci rodzicom.
Siostry spełniają drugorzędną rolę,
Względem swych braci. Syn pierworodny
spełnia ojca wolę.
Jako najstarszy, nie zawsze wyjątkiem,
Sposobi wiedzę, by rządzić majątkiem.
Strzegli obyczju, aby matka - żona,
W dworze czczona była jak pani - matrona,
Wpływ jej był znaczny, choć nie ochmistrzyni,
Dom prowadziła jako gospodyni.
Doglądać było jej wzniosłym zadaniem,
Z spiżarni prowiant, zagospodarowanie,
Widoczny symbol, plik kluczy u paska,
W woreczku zwisał jak wisior kutaska.
Klucze, drzwi ważne stawiały otworem,
Wszelki wiktuał warując dozorem.
Klucz do spiżarni, apteczki, szafy, cukiernicy,
Komody, biurka, do tych najsłodszych
są też zwolennicy,
Klucz stawiał zakaz. To pani domu ustalała meni,
Za co szczególnie mąż zawsze ją cenił.
Prace dla służby, dzieci wychowanie,
Dla pani dworu bywało wyzwaniem.
Do niej należy by w miarę, zawczasu,
Na zimę każdą zgromadzić zapasów.
Sprawą nadrzędną każdej było matki,
Wychować dobrze i wykształcić dziatki.
Tu ojciec z racji licznej działalności,
I gospodarczej w dworze powinności,
Do wychowania nie bywał gorliwy,
Pomimo chęci, gdyby był uczciwy.
Ciężar kształcenia pan miewał na głowie,
Gdy rok już ósmy kończyli synowie.
Dopóki dzieci, ciężar ich nauki,
Matka nosiła, doznając tej sztuki.
By dwór dostatni, do tego chendogi,
W drób, bydło, trzodę nie stawał ubogi,
Żony - gosposię, na głowie jej było,
By wszelkie dobro w dworze się mnożyło.
Owoców, warzyw i zwierząt hodowla,
Choć czasochłonna bywała wymowna,
Gdy dwór był hojny, ociekał w dostatek,
W balach brał udział , też szlachecki światek.
Tak też wysoko oceniał małżonek.
Trzymając zawsze tutaj żony stronę.
Ozdobą męża. W swoich utworach spisują poeci,
Żona jak brylant na ich drodze świeci.
W hierarchii druga jest starszyzna państwa,
U właścicieli mieszkając, ziemiaństwa.
Kult i szacunek.
Szli rankiem grzecznie aby ich powitać,
Grać partię wista, mariasza, lekturę poczytać,
Dbać o "wygódki" i ziółka zaparzyć,
W zimowy wieczór, posłuchać, pogwarzyć,
Zadbać o fotel, gruby pled na nogi,
I nastrój tworzyć przyjazny, nie wrogi.
Wygrzać ich łóżka mosiężną szkandelą,
Rozśmieszyć, smutnych, cieszyć gdy weselą.
Prócz ich rodziców i dzieci kilkoro,
Od dawien dawna bywali podporą,
I rezydenci i rezydentki, często liczba spora,
Dla potrzeb dworu, byli gośćmi dwora.
Bracia lub siostry, same, niezamężne,
Wdowy, ubodzy krewni, chorzy niedołężnie,
Jak kazywała odwieczna tradycja,
Nie zagrażała ich z dworu pozycja.
Wszechstronna pomoc, w miarę możliwości,
Podziękowaniem był że ich gościł.
Często ze szkoły, z wojska przyjaciele,
Po dobrach stracie gdy mieli niewiele,
By się utrzymać, będąc w odwiedziny,
Przez lata całe doznali gościny,
Często do śmierci.
Gościnność polska wprawiała w zdumienie,
I częsty podziw, skąpstwo kładło cieniem.
Dom stał otwarty dla wrogów i swoich.
Obfity w żywność i wiele pokoi.
Z sercem, życzliwie, przyjęto strudzonych,
Karmił i poił, w miejscu przeznaczonym,
Gościnny pokój.
Gdy dwór był duży i ludzi niemiara,
Bywał kapelan. Mszy Świętej ofiara,
W salonie sprawiał tu w specjalnej niszy,
Gdzie ustawiano mu ołtarzyk mnisi.
Bywał i lekarz czyniąc swą powinność,
Często dozgonnie przyjmował gościnność,
Jako fachowiec, słynąc od dziedzica,
Porady czerpie cała okolica.
Oprócz nich w dworze, czynnik zamożności,
Tu decydował jaką służbę gościł.
Bywała liczna, trudni z zawodami,
Dla dworu, sadu, wszystkimi włościami,
Służbę stanowią: oficjaliści, służba
folwarczna, i służba domowa,
Która na stałe przy dworze się chowa,
Z dziada pradziada w prawach domowników,
Ale i służby, lecz nie niewolników.
Nauka we dworze to element przedni,
W życiu paniczów jako chleb powszedni.
Od dziecka uczą, z początku pacierza,
To obyczaje, rzemiosła żołnierza.
Gdy jeść zaczęło, w krzyż rączki składało,
A gdy to mówi , pacierz odmawiało.
Nie jadł pokarmu puki nowa strofka,
W pamięć nie wkuła jego mała główka.
Niemowląt mamka we dworze karmiła,
Na prawie ważnym, w nim też się gościła,
Silna i młoda, jedna z wiejskich kobiet,
Od niej zależy i dziedzica zdrowie.
Spośród sług ważna, bez plag, irytacji,
" Pokarm nie burzyć", zmartwień i flustracji,
Żyła spokojnie. Nie wolno urazić,
Dziecko nie złamie. Mogła się obrazić.
Zdrowe jedzenie. Umów dopełniła,
Silne paniątko w końcu wykarmiła,
Dwór czci z wdzięczności, także z serdecznością,
Czuwa nad mamką, jej także starością.
Ile na mamki szło zapotrzebowanie,
Piastunką, niańką były starsze panie,
Którym ufać pracy,a one jej zdzierżą.
I wychowanie dzieci im powierzą,
Mamkę do dziecka także dobierano,
Niańka kolejno, do niej przywiązano,
Dziecko kolejne. Była domownikiem,
Choć czas ,zwyczaje, częściowo odmienia,
One chowały dalsze pokolenia.
W pamięci dzieci miały miejsce czułe,
Za pieśni, bajki, które do snu snuły,
Opiekę, miłość i serdeczność matczyna,
W wdzięcznej pamięci wpisuje w dziecina.
Letnie dzieciaki przekazują bonom,
Z wymogiem wyższym, te im powierzono,
Przygotowane są więc zawodowo,
Z właściwych domów wybraną osobą.
Z domów szlacheckich, nie rzadko mieszczańskich,
Średnio zamożnych, ale za to pańskich.
Uczą czynności, jak dziś przedszkolaka,
Tu kilkunastu, tam że jedynaka.
Gdy wiek osiągną, dom tętni metrami,
W dziewcząt nadwyżce zaś guwernentkami,
Ci pierwsi chłopców, drugie zaś dziewczęta,
Nie zawsze jednak to zasada święta.
Uczą matematyki, muzyki, rysunku,
Zdolność szczególną, kształcono w kierunku.
A każda dama zna obce języki,
Gra i poznają zasady muzyki,
Jest ułożona, z gładzią towarzyską,
Ręczne robótki,- panować nad słabością męską.
To guwernantkom dają to zadanie,
By z córek dworskich wychowano panie.
Choć pensje modne i w liczącym tonie,
We edukacji większość stoi stronie.
We naukach owych, dzisiaj też rzecz święta,
Służyła chęciom, i wielbi talenta.
Rzadziej dziewczęta, chłopcy w części licznej,
Szli po nauce do szkoły publicznej.
Szkoła infirma, u jezuitów, zwana
Parwa - pijarów, wszędzie stopniowana.
Uczą gramatyki, syntaktyki, retoryki,
Filozofii, teologii także poetyki.
Tu filozofię dzielą na logikę,
Dialektykę, fizykę i metafizykę.
Też dla niektórych tu matematykę.
Na Akademii Krakowskiej, Wileńskiej,
Także uczono tutaj mowy polskiej,
Język, niemiecki, francuski, ponadto łaciny,
Astrologii, geografii, kosmografii także medycyny.
Etyczna siła w dawnych obyczajach,
Nie rozkładano, w drodze na rozstajach,
Sedno stanowi dla sprawy publicznej,
W herbu insygniach dla sprawy dziedzicznej.
Siła opinii była w społeczeństwie,
Roli człowieka, w jego człowieczeństwie.
Banita wszakże mógł długo żartować,
Z wyrokami różnych, intrygi swe knować,
Jednak u progu, kres jego zuchwalstwa,
Rodzina murem, na przeciw matactwa.
Nazwa "stryjców herbowych", w rodzinnym
obszarze,
Była świętym prawem, jak święte Ołtarze,
Których nie bezstrzeszczono, kto rękę podnosił,
Karę poniósł, o litość nie mógł i nie prosił.
Wpływy, znaczenie, przyjęte szeroko,
Były potężne, im szerzej, głęboko,
Biegły granicą, u nas tak pojęte,
W Polsce przetrwały, jak insygnia święte.
Józef Bieniecki
0
0
7 odsłon