Przejdź do treści

PRZEBUDZENIE

Tęsknota
Jakimś cudem jestem w kuchni. Pojęcia nie mam jak się tu znalazłem. Stoję przy zlewie w szlafroku i nalewam wodę do czajnika. Włączam go i sięgam do kieszeni. Jest telefon. Zerkam. Jest 10.00 niedziela rano. Acha, więc pewnie jescze wszyscy śpią. Próbuję uświadomić sobie jak się tu znalazłem i co było wcześniej, ale stwierdzam zupełną pustkę w głowie. Jakby ktoś wykasował mi z pamięci ostatnie kilka dni. Słyszę muzykę z pokoju Agaty. To "New York" Alici Keys. Na samą myśl o niej serce uderza dwa razy mocniej. Kawa. Tak, obiecałem robić kawę dla niej każdego ranka kiedy tylko będę mógł. Pewnie zaraz przyjdzie. Tylko z mlekiem dla niej, czarna z cukrem dla mnie. Słyszę kroki. To Agatka. Wchodzi cudownie zaspana. - Kawusia dla mnie? Dziękuję. To co następuje później po prostu zwala mnie z nóg, bo Agata podchodzi do mnie i jakby nigdy nic całuje mnie w policzek. Marszczę brwi i z niedowierzaniem patrzę na nią. - Wypiła za dużo, czy zjadła za mało? - myślę. Skąd taka odmiana. Jeszcze wczoraj była dla mnie zimna jak głaz. Zaraz! Wczoraj? No nie wiem czy wczoraj, bo nadal mam przerwę w życiorysie z ostatnich dni. Siadamy przy stole. Obserwuję ją ukradkiem. - Co jest grane? - myśli kotłują się w głowie. - Coś tu nie gra. - Byłeś niemożliwy - jej głos dociera do mnie jak z ogromnej odległości. - Słucham - otwieram usta ze zdziwienia. - Mówię, że byłeś niemożliwy w nocy i nie dałeś mi spać. - Znowu zatruwałem cię swoją miłością? - Zatruwałem? To było raczej przyjemne. Takiego uśmiechu jeszcze u niej nie widziałem. Baranieję. - Mianowicie co? - bełkotam Tym razem to ona patrzy na mnie jak na idiotę. - Żarty sobie ze mnie robisz? - widzę jej lekką irytację. - A może chciałbyś jeszcze? - Irytacj znika a na jej miejscu pojawia się figlarny grymas. -Chodź tu do mnie. - wyciąga ręce w moją stronę. No o szczęka mi opada i czuję jak serce zaczyna mi bić jak sprinterowi przy końcówce 100 m przez płotki, ale posłusznie wstaję i podchodzę. Przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje w usta. Aż klękam z wrażenia. Przez chwilę nie mogę wykrztusić słowa, a potem słyszę swój głos: - Możesz mi powiedzieć co ci się stało od wczoraj? - Mianowicie? - pyta jak gdyby nigdy nic i bierze łyk kawy. - Że taka miła jesteś dla mnie. - O ile mnie pamięć nie myli to miła jestem od tygodnia, odkąd sypiamy razem. - Że jak?! - oczy mi się robią jak stare 20 zł z Nowotką. - Brałeś coś czy uderzyłeś się w głowę? - znowu widzę irytację. - Jakiś dziwny jesteś. - Dziwny to ja jestem od chwili gdy mnie naszło żeby ci powiedzieć, że cię kocham. - Przedtem to było zrozumiałe, ale coś bredzisz Mariusz. Przynieś mi, proszę, papierosy z pokoju. Teraz serce bije mi jak maratończykowi. Wolno, ale tętno rozsadza mi żyły. Idę wolno bociemnieje mi w oczach. W salonie, gdzie już mnie nie słyszy, mówię do siebie: - Ja pierdzielę, cyrk jakiś. Teraz to się dopiero nade mną znęca. Jakiś nowy sposób tortur? Uchylam drzwi do pokoju Agaty. Muzyka gra nadal. Tym razem "Another day without you" Sekady. - Podejrzana sprawa. - mruczę. - Co, płytę sobie nagrała z naszymi wspólnymi ulubionymi kawałkami? Ale moją uwagę przykuwa co innego. W pokoju tu i ówdzie poniewierają się moje rzeczy. - Jak pranie zbierała to zabrała przez pomyłkę. - przelatuje mi przez głowę. - Tylko jak można pomylić moje spodenki do spania z jej piżamką w Myszki Miki? Wszystko to jakieś dziwne. I to jej zachowanie, dziwne ale przyjemne. - uśmiecham się do siebie. - Ale jednak to jakiś niesmaczny żart. Nie dosyć, że mnie odpycha to jeszcze komedie urządza. Biorę papierosy i swoje rzeczy i wracam do kuchni. Już mam zapytać co z tymi moimi ciuchami, które znalazłem u niej, kiedy słyszę pytanie: - Znowu chcesz to prać, przecież dopiero wczoraj wyschło? Bierze papierosy z mojej dłoni i z najpiękniejszym na świecie uśmiechem mówi: - Dziękuję. Kocham Cię. Wierzysz mi...? I uwierzyłem. Naiwne serce poety. Tym razem ciemność przed oczyma nie mija. Czuję jak podłoga ucieka mi spod nóg. Słyszę jeszcze tylko jakiś hałas i głosy, które krzyczą coś w rodzaju "ucieka nam","puls 40 i spada" i odchodzę w nicość jakbym spadał w otchłań. Ciemność szarzeje. Powoli otwieram oczy. Biel dokoła, zapach środków odkażających. Jakieś rurki krępują mi ruchy. Słyszę jak ktoś mówi: - Budzi się po tygodniu śpiączki, wszystko będzie dobrze. Przez chwilę nic nie rozumiem. Próbuję zebrać myśli i poskładać wszystko do kupy. - Boże, to był tylko sen! Przepiękny sen. Rozpacz dopada mnie w ułamku sekundy. Chce mi się wyć. Zrywam kroplówkę i zwinięty w embrion łkam jak dziecko. - Boże Jedyny, dlaczego pozwoliłeś im mnie obudzić. Chciałbym do końca życia leżeć w śpiączce, żeby tylko móc śnić ten sen. Cudowny sen. Manchester 2010
60 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie