Przejdź do treści

Jak nie pisać, no jak?

Wpłynęłam na bezbrzeżny przestwór... nieboskłonu, by gwiazdy do dzbanuszka pozbierać srebrzyste. Zanurzam się, nurkuję... A obok mój konik (skrzydlaty, bujna grzywa – w wierszu – oczywistość). Wylatam nad poziomy, by trzymać się w pionie, przemierzyć wzdłuż i w poprzek dystans Mlecznej Drogi, pobujać na komety złocistym ogonie i złapać Niedźwiedzicę za jej przednie nogi. Tak z ciała uwolniona i z łap grawitacji oddaję się w ramiona nieba-kontemplacji. Wtem pluję – zła – po skosie, chole...wka mnie bierze - toż w zlewie zostawiłam niezmyte talerze! Wylatam nad poziomy (będąc ponad statki). Unoszą gwiazdozbiory, uszy konia sterczą... Spoglądam z wyżyn niebios na liche rabatki, na których ogrodnicy plewieniem się męczą. I róść chce we mnie dusza, więc zacnie rozdyma wiatrami - mam te wiatry, gdy mknę w nieskończoność. Porywy tak nadęły, żem zgoła olbrzymia...! Przerywa kontemplację niespodziany łomot. Co to było, co zagrzmiało? W Wielkim Wozie zatrzeszczało – połamany dyszel pękł, ja wydałam z siebie jęk...! Bo nie bacząc na barierki rymłam w ośkę tej furmanki. Koń znarowił się i trach! – w nieboskłonu modry dach. No i kopnął. No gdzie? W zad! Zarżał mi – ty nie pisz(cz) tak!
64 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

zyga66 12 lat temu
wesolutkie takie :))
Helen 12 lat temu
he he Zyga rację ma! :) bardzo mi się podoba a zwłaszcza zakończenie. pozdrawiam:)

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie